<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Własna Legenda - opowiadania, historie, legendy &#187; wytrwałość</title>
	<atom:link href="http://www.wlasnalegenda.pl/tag/wytrwalosc/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.wlasnalegenda.pl</link>
	<description>Legendy, opowiadania, historie</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Sep 2011 08:17:39 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>DZWON ŚWIĄTYNI</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/656/dzwon-swiatyni/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/656/dzwon-swiatyni/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 04 Apr 2010 14:22:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Legendy, Mity, Bajki]]></category>
		<category><![CDATA[Cierpliwość]]></category>
		<category><![CDATA[postrzeganie]]></category>
		<category><![CDATA[uważność]]></category>
		<category><![CDATA[wytrwałość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=656</guid>
		<description><![CDATA[Świątynia znajdowała się na wyspie, dwie mile od brzegu. Posiadała tysiąc dzwonów. Dzwony wielkie i małe, dzieło najlepszych ludwisarzy świata. Gdy wiał wiatr lub zrywała się burza, wszystkie dzwony świątyni były jednym głosem tworząc symfonie porywającą serca słuchaczy. Po kilku jednak wiekach wyspa zapadła się w morze, a z nią świątynia i jej dzwony. Starożytna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" style="margin: 5px; float: left;" src="http://www.wlasnalegenda.pl/img/palace.jpg" alt="Pałac" width="80" height="80" />Świątynia znajdowała się na wyspie, dwie mile od brzegu. Posiadała tysiąc dzwonów. Dzwony wielkie i małe, dzieło najlepszych ludwisarzy świata. Gdy wiał wiatr lub zrywała się burza, wszystkie dzwony świątyni były jednym głosem tworząc symfonie porywającą serca słuchaczy. </p>
<p>Po kilku jednak wiekach wyspa zapadła się w morze, a z nią świątynia i jej dzwony. Starożytna tradycja mówiła, że dzwony dalej biją bez przerwy i że ktokolwiek słuchałby uważnie, mógłby je usłyszeć. </p>
<p>Poruszony tą legendą młody człowiek przebył dwa tysiące mil z zamiarem usłyszenia dzwonów. Całymi dniami siedział na brzegu, naprzeciw miejsca, gdzie dawnymi czasy wznosiła się świątynia, i słuchał &#8211; słuchał z całą uwagą. Ale słyszał jedynie szum fal rozbijających się o brzeg . Wysilał się jak mógł. by oddalić od siebie szum fal i usłyszeć dzwony: Wszystko na próżno, szum fal wydawał się obejmować wszechświat. </p>
<p>Trwał przy tym tygodniami, aż ogarnęło go zniechęcenie. Wtedy przypadkiem usłyszał mądrych ludzi z wioski: Rozprawiali z namaszczeniem o tajemniczej legendzie dzwonów, i o tych, którzy je słyszeli. Potwierdzali prawdziwość legendy. Serce w nim płonęło, gdy słyszał te słowa, by wrócić do zniechęcenia, gdy następne tygodnie wysiłku nie przyniosły żadnych rezultatów. </p>
<p>Postanowił wreszcie zrezygnować z zamiaru. Może nie był przeznaczony zastać jednym ze szczęśliwców, którym dane było słyszeć dzwony. Może tez i legenda nie była prawdziwa. Wróci do domu i uzna swe niepowodzenie. Był to ostatni dzień jego pobytu w tym miejscu. Udał się po raz ostatni na ulubiony brzeg, aby pożegnać morze, niebo, wiatr i palmy. Wyciągnął się na piasku patrząc w niebo i słuchając odgłosów morza. Tego dnia nie opierał się tym odgłosom. Przeciwnie &#8211; oddał się im i odkrył, że poszum fal był dźwiękiem naprawdę słodkim i przyjemnym. Tak owładnął ten odgłos, że łatwo był świadom samego siebie. Gdyż głębokie było milczenie, które szum wytworzył w jego sercu&#8230; </p>
<p>I w tej ciszy usłyszał je! Dźwięk jednego dzwonka, potem następnego i jeszcze jednego, i jeszcze&#8230; Oto już wszystkie i każdy z osobna z tysiąca dzwonów świątyni dzwoniły w podniosłej harmonii, a jego serce ogarnęło zdumienie i radość. </p>
<p><em>Jeśli chcesz usłyszeć dzwony świątyni, słuchaj głosu morza. Jeśli chcesz widzieć Boga, patrz uważnie na stworzenie. Nie odrzucaj go; nie rozmyślaj nad nim. Po prostu, patrz.</em></p>
<p class="zrodlo"><img class="alignright" style="float: right;" src="/img/ksiazki/spiew-ptaka.jpg" alt="Śpiew ptaka" width="40" height="60" />źródło: <a title="Śpiew ptaka" rel="nofollow" href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=91476&#038;idp=748" target="_blank">Śpiew ptaka</a></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=656&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/656/dzwon-swiatyni/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Le Van Vu i jego historia</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/14/le-van-vu-i-jego-historia/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/14/le-van-vu-i-jego-historia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Sep 2008 19:04:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inspirujące Historie]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracje]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[wytrwałość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://batorowicz.civ.pl/wl2/?p=14</guid>
		<description><![CDATA[opowiada: John McCormack Kiedy 13 lat temu razem z moją żoną Maryanne budowaliśmy nasz salon fryzjerski w Greenspoint Mall, co dzień zatrzymywał się koło nas pewien Wietnamczyk i sprzedawał nam pączki. Ledwo mówił po angielsku, lecz był zawsze przyjazny, więc za pomocą uśmiechów i na migi jakość się zaznajomiliśmy. Nazywał się Le Van Vu. W [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>opowiada: John McCormack</em><br />
<img class="alignleft" style="float: left;" src="http://batorowicz.civ.pl/wl2/img/bulki.jpg" alt="Bułki" width="96" height="64" />Kiedy 13 lat temu razem z moją żoną Maryanne budowaliśmy nasz salon fryzjerski w Greenspoint Mall, co dzień zatrzymywał się koło nas pewien Wietnamczyk i sprzedawał nam pączki. Ledwo mówił po angielsku, lecz był zawsze przyjazny, więc za pomocą uśmiechów i na migi jakość się zaznajomiliśmy. Nazywał się Le Van Vu.</p>
<p>W ciągu dnia Le pracował w piekarni, a wieczorami oboje z żoną słuchali taśm, żeby nauczyć się angielskiego. Dowiedziałem się później, że spali na workach wypchanych trocinami rozłożonych na podłodze jakiegoś pomieszczenia na zapleczu piekarni.<br />
<span id="more-14"></span><br />
W Wietnamie rodzina Van Vu zaliczała się do najbogatszych w Azji Południowo-Wschodniej. Byli właścicielami niemal jednej trzeciej Wietnamu Północnego, mając w szczególności olbrzymie udziały w przemyśle i nieruchomościach. Kiedy jednak jego ojciec został brutalnie zamordowany, Le przeniósł się wraz z matką do Wietnamu Południowego, gdzie chodził do szkoły i w końcu został prawnikiem.</p>
<p>Le cieszył się powodzeniem, podobnie jak wcześniej jego ojciec. Dostrzegł możliwości prac budowlanych stwarzane przez stale rosnącą obecność amerykańską w Wietnamie Południowym i wkrótce stał się jednym z czołowych budowniczych w tym kraju. Kiedy jednak udał się w podróż na Północ, został ujęty i wtrącony do więzienia na trzy lata. Uciekł, zabijając pięciu żołnierzy, i znalazł sobie drogę do Wietnamu Południowego, gdzie znów został aresztowany. Rząd południowo-wietnamski uznał, że jest „podrzutkiem&#8221; wywiadu Wietnamu Północnego.</p>
<p>Po wyjściu z więzienia Le znów wziął się do pracy i założył przedsiębiorstwo rybackie, stając się w końcu największym w Wietnamie Południowym producentem konserw.</p>
<p>Kiedy dowiedział się, że oddziały amerykańskie i personel ambasady Stanów Zjednoczonych przygotowują się do opuszczenia jego kraju, podjął życiową decyzję.</p>
<p>Wziął całe złoto, które wcześniej zgromadził, załadował je na jedną ze swych łodzi rybackich i pożeglował wraz z żoną ku okrętom amerykańskim, które stały w porcie. Tam wymienił całe swe bogactwo na bezpieczny przejazd z Wietnamu na Filipiny, gdzie wraz z żoną dostali się do obozu dla uchodźców.</p>
<p>Le postarał się o spotkanie z prezydentem Filipin, którego przekonał, by udostępnił mu jeden ze swych statków do rybołówstwa. W ten sposób znów wrócił do działalności gospodarczej. Zanim dwa lata później opuścił Filipiny, udając się do Stanów Zjednoczonych (co było jego największym marzeniem), stał się jedną z głównych postaci pracujących nad rozwojem rybołówstwa na Filipinach.</p>
<p>W drodze do Ameryki Le pogrążył się jednak w strapieniu i rozpaczy, jakimi napawała go perspektywa rozpoczynania wszystkiego jeszcze raz od zera. Jego żona opowiadała nam, jak znalazła go raz przy balustradzie statku, gdy gotował się już, by rzucić się za burtę.</p>
<p>„Le &#8211; powiedziała mu &#8211; jeśli się utopisz, co stanie się ze mną? Jesteśmy ze sobą od tak dawna i tyle razem przeszliśmy. Możemy zrobić to razem&#8221;. Był to cały głos otuchy, jakiej Le Van Vu potrzebował.</p>
<p>Kiedy wraz z żoną przybyli do Houston w roku 1972, byli całkiem spłukani i nie mówili ani słowa po angielsku. W Wietnamie członkowie jednej rodziny wzajemnie się o siebie troszczą, toteż Le i jego żona znaleźli sobie schronienie w pomieszczeniu na zapleczu piekarni w Greenspoint Mall, której właścicielem był jego kuzyn. Nasz salon fryzjerski budowaliśmy o kilkaset stóp dalej.</p>
<p>A teraz, jak to się mówi, czas na „przesłanie&#8221; całej tej historii. Kuzyn Le zaproponował mu i jego żonie pracę w piekarni. Po odliczeniu podatków Le miał dostawać do ręki 175 dolarów tygodniowo, a jego żona 125 dolarów. Innymi słowy, ich całkowity dochód roczny wynosił 15 600 dolarów. Co więcej, kuzyn zaproponował im, że sprzeda im piekarnię, jeśli zgromadzą 30000 dolarów gotówką. Na pozostałe 90 000 dolarów był gotów przyjąć skrypt dłużny.</p>
<p>I oto co zrobili Le i jego żona: dysponując dochodem 300 dolarów tygodniowo, postanowili jednak nadal mieszkać na zapleczu. Przez dwa lata myli się wyłącznie za pomocą gąbki w toaletach pasażu handlowego. Przez dwa lata ich dieta składała się niemal wyłącznie z produktów piekarni. Przez dwa lata żyli za jedyne &#8211; naprawdę jedyne &#8211; 600 dolarów rocznie, zaoszczędzając 30 000 dolarów na wpłatę gotówkową.</p>
<p>Le tak wyjaśniał później swe rozumowanie: „Gdybyśmy wynajęli mieszkanie, na co mogliśmy sobie pozwolić, mając 300 dolarów tygodniowo, musielibyśmy płacić czynsz. Następnie musielibyśmy też oczywiście kupić meble. Następnie musielibyśmy dojeżdżać do pracy, a to oznacza, że musielibyśmy kupić samochód. Następnie musielibyśmy kupować benzynę do samochodu i opłacać ubezpieczenie. Następnie zapewne gdzieś byśmy wyjeżdżali samochodem, a to oznacza, że musielibyśmy kupować ubrania i artykuły toaletowe. Tak więc wiedziałem, że jeśli wynajmiemy mieszkanie, nigdy nie uzbieramy tych 30 000 dolarów&#8221;.</p>
<p>Myślisz teraz, że wiesz już wszystko o Le? Otóż opowiem ci więcej. Kiedy zaoszczędzili już 30000 dolarów i kupili piekarnię, Le usiadł z żoną do poważnej rozmowy. Powiedział, że wciąż są winni kuzynowi 90 000 dolarów, i choć ostatnie dwa lata były dla nich tak trudne, to powinni pozostać na zapleczu przez jeszcze jeden rok.</p>
<p>Z dumą mogę powiedzieć, że w ciągu tego jednego roku mój przyjaciel i mentor Le Van Vu i jego żona, oszczędzając właściwie każdy grosz, jaki przynosiła im firma, spłacili kuzynowi całe 90 000 dolarów pożyczki. W ten sposób w ciągu zaledwie trzech lat stali się właścicielami niezwykle rentownego przedsiębiorstwa wolnego od wszelkich obciążeń.</p>
<p>Wtedy &#8211; i dopiero wtedy &#8211; przenieśli się do swego pierwszego mieszkania. Po dziś dzień oszczędzają bardzo regularnie, żyją z niesłychanie drobnego ułamka swych dochodów i oczywiście za wszystkie zakupy płacą gotówką.</p>
<p>Czy myślisz, że Le Van Vu jest dziś milionerem? Z przyjemnością mogę powiedzieć, że wielokrotnym.</p>
<p class="zrodlo"><img class="alignright" style="float: right;" src="http://batorowicz.civ.pl/wl2/img/jednominutowy-milioner-m.jpg" alt="Jednominutowy milioner. Światła droga do bogactwa" width="40" height="60" />źródło: <a title="Jednominutowy milioner. Światła droga do bogactwa" rel="nofollow" href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=36343&amp;idp=748" target="_blank">Jednominutowy milioner. Światła droga do bogactwa.</a></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=14&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/14/le-van-vu-i-jego-historia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>George de Mestral &#8211; zapięcie na rzepy</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/12/george-de-mestral-zapiecie-na-rzepy/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/12/george-de-mestral-zapiecie-na-rzepy/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Sep 2008 18:07:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inspirujące Historie]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracje]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[wytrwałość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://batorowicz.civ.pl/wl2/?p=12</guid>
		<description><![CDATA[Pewnego dnia w roku 1948 kierownik warsztatu i wynalazca nazwiskiem George de Mestral wybrał się z psem na spacer niedaleko swego domu w Alpach szwajcarskich. Wrócili do domu pokryci rzepami. De Mestral musiał wyskubywać je, co najpierw go irytowało, a potem &#8211; zaintrygowało. Zastanowiło go, dlaczego tak mocno trzymają się ubrania. Kiedy umieścił rzep pod [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" style="margin: 5px; float: left;" src="http://batorowicz.civ.pl/wl2/img/rzep.jpg" alt="Rzep" width="77" height="58" />Pewnego dnia w roku 1948 kierownik warsztatu i wynalazca nazwiskiem George de Mestral wybrał się z psem na spacer niedaleko swego domu w Alpach szwajcarskich. Wrócili do domu pokryci rzepami. De Mestral musiał wyskubywać je, co najpierw go irytowało, a potem &#8211; zaintrygowało. Zastanowiło go, dlaczego tak mocno trzymają się ubrania.<br />
<span id="more-12"></span><br />
Kiedy umieścił rzep pod mikroskopem, zobaczył małe haczyki, które zaczepiały się o pętelki włókna tkaniny. W ten sposób zrodziła się idea „zapięcia na rzepy&#8221;. Okazało się jednak, że komercyjne wykorzystanie tego pomysłu nie było zadaniem łatwym. De Mestral wybrał się najpierw do Francji, do Lyonu, żeby przedstawić swą koncepcję ekspertom w branży tekstylnej. Wyśmiali go. Ale jeden z tkaczy zainteresował się tym pomysłem. Obaj rozpoczęli współpracę, która doprowadziła do wyprodukowania praktycznego prototypu nowego zapięcia.</p>
<p>De Mestral znalazł później szwajcarskiego producenta, który zgodził się wytwarzać nowy produkt. Okazało się to jednak zbyt trudne -i producent zrezygnował.</p>
<p>De Mestral był zmuszony zająć się sprawą samodzielnie. Przez cale miesiące przeprowadzał najróżniejsze eksperymenty. Ale miesiące minęły &#8211; wciąż bez rozwiązania. Mestral stracił poparcie wszelkich dotychczasowych sponsorów. Zbankrutował. Pogrążony w rozpaczy, wycofał się gdzieś do samotnej górskiej chatki, by tam przemyśleć problem.</p>
<p>Po powrocie z gór znów skontaktował się ze znajomym tkaczem, by omówić z nim nowe podejście do problemu. We dwóch zbudowali specjalny warsztat tkacki, który się sprawdził. Jakiś inwestor zgodził się sfinansować przedsięwzięcie. De Mestral opatentował swój wynalazek w roku 1955, a już w roku 1959 sprzedał ponad 60 milionów jardów nowej tkaniny. Roczna sprzedaż jego firmy przekraczała ostatnio 250 milionów dolarów, a pracowało w niej 3300 ludzi.</p>
<p>George de Mestral został hojnie nagrodzony za osiem lat wytrwałości.</p>
<p class="zrodlo"><img class="alignright" style="float: right;" src="http://batorowicz.civ.pl/wl2/img/jednominutowy-milioner-m.jpg" alt="Jednominutowy milioner. Światła droga do bogactwa" width="40" height="60" />źródło: <a title="Jednominutowy milioner. Światła droga do bogactwa" rel="nofollow" href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=36343&amp;idp=748" target="_blank">Jednominutowy milioner. Światła droga do bogactwa.</a></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=12&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/12/george-de-mestral-zapiecie-na-rzepy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Historia Soichiro Hondy</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/5/historia-soichiro-hondy/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/5/historia-soichiro-hondy/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Jul 2008 17:10:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inspirujące Historie]]></category>
		<category><![CDATA[biznes]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracje]]></category>
		<category><![CDATA[motoryzacja]]></category>
		<category><![CDATA[sukces]]></category>
		<category><![CDATA[wytrwałość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://batorowicz.civ.pl/wl2/?p=5</guid>
		<description><![CDATA[Historia Soichiro Hondy, założyciela słynnej korporacji noszącej jego imię. Podobnie jak wszystkie inne firmy, nawet te największe, korporacja Hondy zaczęła się od podjęcia decyzji i pełnego pasji dążenia do osiągnięcia rezultatów. W 1938 roku, jeszcze ucząc się, Honda zainwestował wszystko, co posiadał, w mały warsztat, w którym pracował nad swoją koncepcją pierścienia tłokowego. Chciał sprzedać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" style="margin: 5px; float: left;" src="http://batorowicz.civ.pl/wl2/img/honda.jpg" alt="Honda" width="60" height="43" />Historia Soichiro Hondy, założyciela słynnej korporacji noszącej jego imię.<br />
Podobnie jak wszystkie inne firmy, nawet te największe, korporacja Hondy zaczęła się od podjęcia decyzji i pełnego pasji dążenia do osiągnięcia rezultatów.</p>
<p>W 1938 roku, jeszcze ucząc się, Honda zainwestował wszystko, co posiadał, w mały warsztat, w którym pracował nad swoją koncepcją pierścienia tłokowego. Chciał sprzedać swoje dzieło firmie Toyota, a więc harował w dzień i w nocy po łokcie w smarze. Niemal nocował w swoim warsztacie i ani przez moment nie tracił wiary, że jego pracę uwieńczy w końcu sukces. Zastawił nawet w komisie biżuterię własnej żony, aby móc utrzymać swój mały warsztat. Wreszcie ukończył swoje pierścienie tłokowe i przedstawił je Toyocie, ale usłyszał, że nie spełniają one standardów tej firmy. Odesłano go z powrotem do szkoły, gdzie przez kolejne dwa lata wysłuchiwał złośliwych komentarzy nauczycieli i innych studentów, którzy naśmiewali się z absurdalności jego pomysłów.<br />
<span id="more-5"></span><br />
Mimo to jednak nie oddał się użalaniu nad sobą. Postanowił dalej działać i osiągnąć swój cel. I w końcu po kolejnych dwóch latach Toyota podpisała z panem Hondą kontrakt, o którym tak marzył. Jego pasja i wiara opłaciły się, ponieważ wiedział, czego chce, przystąpił do działania, uczył się na własnych błędach i zmieniał strategie dopóty, dopóki nie osiągnął tego, co chciał osiągnąć.</p>
<p>Rząd japoński szykował się wtedy do wojny, więc nie przyznał mu pozwolenia na zakup cementu, który był niezbędny do wybudowania jego fabryki. Czy poddał się wtedy? Nie! Czy ubolewał nad tym, że życie traktuje go po macoszemu? Czy znaczyło to dla niego konieczność porzucenia własnych marzeń? Absolutnie nie. Znów postanowił wykorzystać własne doświadczenie i opracował zupełnie nową strategię. Razem ze swoimi pracownikami wymyślił nową technologię produkcji betonu i zbudował swoją fabrykę. Podczas wojny została ona dwukrotnie zbombardowana i wybuchy zniszczyły główną część linii produkcyjnej. Reakcja Hondy? Natychmiast zwołał swoich ludzi i zaczął zbierać wyrzucone przez żołnierzy amerykańskich kanistry na benzynę. Nazywał je „darami prezydenta Trumana”, ponieważ dostarczały mu nieosiągalnego wtedy w Japonii surowca do produkcji. W końcu, gdy przetrwał wszystkie te kłopoty, jego fabrykę całkowicie zniszczyło trzęsienie ziemi. Postanowił wtedy sprzedać technologię produkcji pierścieni tłokowych Toyocie.</p>
<p>Oto człowiek, który podejmował właściwe decyzje, by odnieść swój sukces. Robił wszystko z pasją i wiarą. Miał wspaniały plan, przystąpił do działania, próbował różnych metod, a jednak nie osiągnął tego, czemu się poświęcił. Mimo to postanowił nie ustępować.</p>
<p>Po wojnie Japonia cierpiała na straszliwy brak benzyny i pan Honda nie mógł jeździć samochodem nawet po jedzenie dla własnej rodziny. Zdesperowany, zamontował mały motor w swoim rowerze. Natychmiast sąsiedzi zaczęli go prosić, by zrobił taki „zmotoryzowany rower” również i dla nich. Bardzo prędko zabrakło mu silników. Zdecydował więc postawić fabrykę produkującą silniki do jego nowego wynalazku, jednak niestety nie miał kapitału.</p>
<p>Podobnie jak poprzednio postanowił znaleźć jakieś rozwiązanie, wszystko jedno jakie! Napisał list do każdego z osiemnastu tysięcy właścicieli sklepów z rowerami w całej Japonii. Przekonywał ich, że wspólnie mogą przyczynić się do ponownego ożywienia gospodarczego kraju, ponieważ jego wynalazek spowoduje mobilność siły roboczej. Przekonał pięć tysięcy z nich, by wsparli jego przedsięwzięcie własnym kapitałem. Mimo to jednak znalazł nabywców tylko wśród najbardziej zagorzałych zwolenników roweru, ponieważ jego wynalazek był zbyt duży i toporny. Dokonał więc kilku ulepszeń i wyprodukował nową, mniejszą i zgrabniejszą wersję motoroweru, która nazwał Super Cub. Tym razem odniósł natychmiastowy sukces, który uwieńczony został nagrodą cesarza. Później zaczął eksportować motorowery do Europy i Stanów Zjednoczonych. Po motorowerach przyszły w latach siedemdziesiątych samochody, które są dzisiaj tak popularne.</p>
<p>Obecnie Honda Corporation zatrudnia ponad 160 tysięcy ludzi, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Japonii, i jest uznawana za jedno z największych imperiów samochodowych Japonii. W Stanach Zjednoczonych lepiej od hondy sprzedaje się tylko toyota. Firma odnosi tak wielkie sukcesy, ponieważ jeden człowiek zrozumiał kiedyś potęgę prawdziwej decyzji, którą wykonuje się – nie zważając na warunki zewnętrzne – bez wytchnienia.</p>
<p>Honda z pewnością wiedział, że czasem, kiedy podejmie się decyzję i przystąpi do działania, może się nam wydawać, że nic z tego nie wychodzi. Ale to tylko chwilowe wrażenie, a by odnieść sukces, musisz patrzeć daleko przed siebie.</p>
<p class="zrodlo"><img class="alignright" style="float: right;" src="http://batorowicz.civ.pl/wl2/img/ksiazki/obudz-olbrzyma.jpg" alt="Obudź w sobie olbrzyma" width="40" height="58" />źródło: <a title="Obudź w sobie olbrzyma" rel="nofollow" href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=13588&amp;idp=748" target="_blank">Obudź w sobie olbrzyma</a></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=5&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/5/historia-soichiro-hondy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

