<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Własna Legenda - opowiadania, historie, legendy &#187; cierpienie</title>
	<atom:link href="http://www.wlasnalegenda.pl/tag/cierpienie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.wlasnalegenda.pl</link>
	<description>Legendy, opowiadania, historie</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Sep 2011 08:17:39 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Trzy drzewa</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/793/trzy-drzewa/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/793/trzy-drzewa/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 01 Oct 2010 15:48:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>owieczka126p</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne Historie]]></category>
		<category><![CDATA[Bóg]]></category>
		<category><![CDATA[cierpienie]]></category>
		<category><![CDATA[Sprawiedliwość]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<category><![CDATA[życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=793</guid>
		<description><![CDATA[Na szczycie góry, pokrytej pastwiskami i lasem pachnącym żywicą, wyrosły pewnego dnia trzy małe drzewka. Początkowo były tak delikatne i zielone, że nie różniły się prawie od traw i kwiatków, rosnących wokół nich. Ale po kolejnych wiosnach ich małe pnie rozrosły się. Jesienne i zimowe walki z wiatrem i burzami napełniły je zuchwałą radością. Z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na szczycie góry, pokrytej pastwiskami i lasem pachnącym żywicą, wyrosły pewnego dnia trzy małe drzewka. Początkowo były tak delikatne i zielone, że nie różniły się prawie od traw i kwiatków, rosnących wokół nich.</p>
<p>Ale po kolejnych wiosnach ich małe pnie rozrosły się. Jesienne i zimowe walki z wiatrem i burzami napełniły je zuchwałą radością.</p>
<p>Z wysokości swego zielonego domu spoglądały na świat i marzyły.</p>
<p>Jak wszyscy, którzy dorastają, marzyły o tym, czym będą w przyszłości.</p>
<p>TRZY MAŁE, WIELKIE MARZENIA</p>
<p>Pierwsze drzewo patrzyło na gwiazdy, które błyszczały niczym diamenty, upięte na czarnym aksamicie nocy.</p>
<p>-  Ja przede wszystkim pragnę być piękne. Strzec skarbu &#8211; powiedziało. &#8211; Pragnę być pokryte złotem i zawierać drogie kamienie. Stanę się najpiękniejszą szkatułą dla skarbów  świata.</p>
<p>Drugie drzewo spoglądało na strumyk, który wijąc się spływał z góry, torując sobie drogę ku morzu. Woda płynęła i płynęła, szumiąc i żartując z kamieniami. Dopiero co była tu, a zaraz potem znikała na horyzoncie. I nic nie zdołało jej zatrzymać.</p>
<p>- Ja chcę być silne. Będę wielkim żaglowcem &#8211; powiedziało. &#8211; Pragnę pływać po bezkresnych oceanach i przewozić kapitanów i potężnych królów. Stanę się najsilniejszym statkiem świata.</p>
<p>Trzecie drzewo podziwiało dolinę, która rozciągała się u stóp góry i spoglądało na miasto, które widoczne było poprzez jasnoniebieskawą mgłę. Tam w dole rojno było od mężczyzn i kobiet.</p>
<p>- Ja nie chcę opuścić tej góry &#8211; powiedziało. &#8211; Chcę tak bardzo wyrosnąć, by ludzie zatrzymując się i spoglądając na mnie, musieli unieść oczy ku niebu i pomyśleć o Bogu. Stanę się największym drzewem świata.</p>
<p>TRZEJ DRWALE</p>
<p>Lata mijały. Padały deszcze, świeciło słońce i małe drzewa stały się dużymi i okazałymi drzewami.</p>
<p>Pewnego dnia trzech drwali weszło na górę ze swymi siekierami przewieszonymi przez ramię.</p>
<p>Jeden z drwali obejrzał dokładnie pierwsze drzewo i poweidział:</p>
<p>- To jest piękne drzewo. Jest doskonałe.</p>
<p>Po kilku minutach, pod sprawnym uderzeniem siekiery, drzewo zwaliło się na ziemię.</p>
<p>- Teraz zamienię się we wspaniałą szkatułę &#8211; pomyślało drzewo. &#8211; Powierzą mi bajkowy skarb.</p>
<p>Drugi drwal spojrzał na drugie drzewo i powiedział:</p>
<p>- To drzewo jest silne i solidne. Takie właśnie jest mi potzrebne.</p>
<p>Uniósł siekierę, która błysnęła w słońcu i powali drzewo.</p>
<p>- Odtąd pływać będę po nieskończonych oceanach i morzach &#8211; pomyślało drugie drzewo. &#8211; Stanę się statkiem godnym króla.</p>
<p>Trzecie drzewo zamarło, gdy spojrzał na nie drwal.</p>
<p>- Dla mnie każde drzewo jest dobre &#8211; powiedział drwal. Siekiera zabłysła w powietrzu. Wkrótce i trzecie drzewo leżało na ziemi.</p>
<p>Ich gałęzie, które do niedawna żartowały z wiatrem i chroniły ptaki i wiewiórki, zostały obcięte jedne po drugich.</p>
<p>Drwale stoczyli trzy pnie po zboczu góry aż na nizinę.</p>
<p>&#8222;DLACZEGO MNIE TO SPOTYKA?&#8221;</p>
<p>Pierwsze drzewo ucieszyło się, gdy drwal zawiózł je do stolarza. Ale stolarz ani myślał robić z niego szkatuły. Swymi stwardniałymi rękoma zmienił pień w żłób dla zwierząt. Drzewo, które kiedyś było piękne, nie zostało pokryte złotą blachą ani nie wypełniło się kosztownościami. Wypełniono je sianem, aby nakarmić głodne zwierzęta, należące do gospodarstwa.</p>
<p>Drugie drzewo uśmiechnęło się, gdy drwal przetransportował je do stoczni, ale tego dnia nikt nie myślał o budowie żaglowca. Uderzeniem młotka i piły drzewo zostało zamienione w zwykłą łódź rybacką. Była zbyt mała i słaba, by pływać po oceanach lub nawet po rzece. Łódź przetransportowano nad jezioro. Codziennie przewoziła ryby, które nasyciły ją nieprzyjemnym zapachem.</p>
<p>Trzecie drzewo zasmuciło się bardzo, gdy drwal ociosał je i pociął na chropowate belki, które złożył na podwórzu.</p>
<p>- Dlaczego mnie to spotyka? &#8211; pytało drzewo przypominając sobie czasy, gdy walczyło z wiatrem na szczycie góry. &#8211; Chciałem tylko znajdować się na szczycie i zachęcać ludzi do myślenia o Bogu.</p>
<p>Minęło wiele dni i wiele nocy. Trzy drzewa zapomniały prawie o swych marzeniach.</p>
<p>DZIECKO, PODRÓŻNY,  SKAZANIEC</p>
<p>Ale pewnej nocy złote światło gwiazdy pogłaskało swymi promieniami pierwsze drzewo właśnie w momencie, gdy młoda Matka z nieskończoną czułością kładła w żłobie swe Dziecko, dopier co narodzone.</p>
<p>- Wolałbym zrobić dla Niego kołyskę &#8211; wyszeptał Jej Mąż. Młoda Matka uśmiechnęła się do Niego, a światło gwiazdy błyszczało na zużytych deskach, które ongiś było pierwszym drzewem.</p>
<p>- Ten żłóbek jest wspaniały &#8211; rzekłacicho.</p>
<p>W tym momencie pierwsze drzewo zrozumiało, że zawiera najcenniejszy skarb świata.</p>
<p>Mijały dni i noce. Pewnej nocy zmęczony Podróżnik wraz z przyjaciółmi wsiadł do starej łodzi rybackiej, która ongiś była drugi drzewem.</p>
<p>Podczas, gdy drzewo, które stało się łodzią spokojnie płynęło po wodzie jeziora, Podróżny zasnął.</p>
<p>Nagle przy huku grzmotu, wśród błyskawic i gwałtownych fal, zerwała się burza.</p>
<p>Małe drzewo drżało. Wiedziało, że nie wystarczy mu mocy, by uratować tyle osób przy tym wietrze i gwałtowności fal. Boki łodzi trzeszczały ciężko z wysiłku.</p>
<p>Zatrwożeni przyjaciele zbudzili tajemniczego Podróżnego. Mężczyzna wstał, rozpostarł ramiona i powiedział do jeziora:</p>
<p>- Ucisz się! Uspokój się!</p>
<p>Burza natychmiast uciszyła się i nastała wielka cisza.</p>
<p>W tym momencie drugie drzewo zrozumiało, że przewozi Króla nieba, ziemi i nieskończonych oceanów.</p>
<p>Krótko potem pewnego piątkowego poranka, trzecie drzewo zdziwiło się bardzo, gdy jego surowe belki zostały wyciągnięte ze stosu zapomnianego drzewa. Przetransportowano je pośród zagniewanego i krzyczącego tłumu, rzucono na obolałe ramiona Mężczyzny, który później został na nim ukrzyżowany. Biedne drzewo poczuło się straszliwie, gorzko płakało, podtrzymując to biedne, umęczone ciało.</p>
<p>GDY WSTAŁO SŁOŃCE</p>
<p>Ale w niedzielę rano, gdy słońce stało wysoko na niebie, a cała ziemia drżała z przeogromnej radości, trzecie drzewo dowiedziało się, że miłość Boga przemieniła wszystko.</p>
<p>Z pierwszego drzewa zrobiła cudowną szkatułę dla największego Skarbu. Drugie drzewo uczyniła silnym przewoźnikiem Stwórcy nieba i ziemi. A ilekroć jakaś osoba będzie myślała o trzecim drzewie, myśleć będzie również o Bogu.</p>
<p>Bruno Ferrero &#8222;Nowe historie&#8221;</p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=793&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/793/trzy-drzewa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>DLACZEGO UMIERAJĄ DOBRZY LUDZIE?</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/698/dlaczego-umieraja-dobrzy-ludzie/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/698/dlaczego-umieraja-dobrzy-ludzie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 13 Aug 2010 08:03:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Legendy, Mity, Bajki]]></category>
		<category><![CDATA[Bóg]]></category>
		<category><![CDATA[cierpienie]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=698</guid>
		<description><![CDATA[Duszpasterz pewnej wioski odwiedził dom starej parafianki i popijając kawę, odpowiadał na pytania, którymi babcia go zasypywała. - Dlaczego Pan tak często zsyła na nas zarazy? &#8211; pytała staruszka. - No cóż &#8211; odpowiedział proboszcz &#8211; czasem ludzie są tak źli, że trzeba ich zgładzić, i dlatego nasz Pan dopuszcza zarazy. - Ale &#8211; zauważyła [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Duszpasterz pewnej wioski odwiedził dom starej parafianki i popijając kawę, odpowiadał na pytania, którymi babcia go zasypywała.<br />
- Dlaczego Pan tak często zsyła na nas zarazy? &#8211; pytała staruszka. </p>
<p>- No cóż &#8211; odpowiedział proboszcz &#8211; czasem ludzie są tak źli, że trzeba ich zgładzić, i dlatego nasz Pan dopuszcza zarazy. </p>
<p>- Ale &#8211; zauważyła babcia &#8211; w takim razie, dlaczego ginie tylu dobrych ludzi razem ze złymi? </p>
<p>- Dobrych wzywa Bóg na świadków &#8211; wyjaśnił proboszcz. &#8211; Pan pragnie, aby wszystkie dusze miały sprawiedliwy sąd. </p>
<p><em>Uparty wierzący potrafi wytłumaczyć absolutnie wszystko.</em></p>
<p class="zrodlo"><img class="alignright" style="float: right;" src="/img/ksiazki/spiew-ptaka.jpg" alt="Śpiew ptaka" width="40" height="60">źródło: <a title="Śpiew ptaka" rel="nofollow" href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=91476&amp;idp=748" target="_blank">Śpiew ptaka</a></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=698&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/698/dlaczego-umieraja-dobrzy-ludzie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak w 90 dni pokonałem raka? &#8211; fragment</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/692/jak-w-90-dni-pokonalem-raka-fragment/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/692/jak-w-90-dni-pokonalem-raka-fragment/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Apr 2010 16:13:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne Historie]]></category>
		<category><![CDATA[choroba]]></category>
		<category><![CDATA[cierpienie]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[siła umysłu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=692</guid>
		<description><![CDATA[Autobiografia oraz geneza powstania choroby Nazywam się Marek Kidziński, urodziłem się 9 lipca 1983 roku w Dzierżoniowie wraz z bratem bliźniakiem, Michałem. Jestem spod znaku Raka. Dzieciństwo miałem bardzo dobre, rodzice o nas bardzo dbali, kochali nas, zresztą jest tak do dzisiaj. Mieliśmy z bratem kochanych dziadków, którzy niestety odeszli w 2002 roku oraz ciotki, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Autobiografia oraz geneza powstania choroby</p>
<p>Nazywam się Marek Kidziński, urodziłem się 9 lipca 1983 roku w Dzierżoniowie wraz z bratem bliźniakiem, Michałem. Jestem spod znaku Raka. Dzieciństwo miałem bardzo dobre, rodzice o nas bardzo dbali, kochali nas, zresztą jest tak do dzisiaj. Mieliśmy z bratem kochanych dziadków, którzy niestety odeszli w 2002 roku oraz ciotki, które zawsze o nas pamiętały i zarzucały nas różnymi prezentami. Szkołę podstawową tak jak mój brat ukończyłem z wyróżnieniem, a później ukończyłem Liceum Techniczne w Zespole Szkół Radiotechnicznych w Dzierżoniowie. Mój brat uczęszczał do tej samej szkoły, tyle tylko, że do technikum. Zdałem też maturę i nie kontynuowałem nauki. Do 21 roku życia nie przechodziłem poważniejszych chorób.<br />
<span id="more-692"></span><br />
Pod koniec 2004 roku na wysokości pasa z tyłu i po prawej stronie z przodu zacząłem odczuwać niewygodę. Po mniej więcej miesiącu do dwóch niewygoda pojawiła się również po stronie prawego jądra. Trwało to do maja 2005 roku. Nie poszedłem od razu do lekarza, aby zrobić badania, co to może być. Jądro do tego czasu zrobiło się o wiele większe i odczuwałem już bóle w okolicy pasa. W związku z tym, że kilka lat wcześniej odczuwałem bóle z powodu korzonków a niewygoda, którą odczuwałem, była tych okolicach, więc myślałem, że to właśnie od tego.</p>
<p>Największe odczułem jakiś tydzień przed świętami Wielkanocnymi i wtedy właśnie udałem się do lekarza, który podszedł do mojej dolegliwości dość obojętnie, stwierdzając na zasadzie wróżby, że jest to najprawdopodobniej piasek w moczowodzie i obrzęk na jądrze jest właśnie tego skutkiem. Była to pani doktor, która poradziła mi, abym przyszedł po świętach, jeśli ból nie ustąpi i wtedy skieruje mnie na badanie USG, ponieważ teraz, jak stwierdziła, nie ma miejsc. Otrzymałem receptę na tabletki przeciwbólowe i w zasadzie byłem zadowolony z diagnozy, bo w sumie chciałem usłyszeć, że to nic poważnego i wierzyłem w to, że kilka tabletek załatwi sprawę. Jak się później okazało, było to błędne myślenie. Tak więc po zażyciu tabletek ból dosyć szybko ustąpił. Święta minęły, a ja już nie miałem takich dolegliwości bólowych jak wcześniej. Mimo że obrzęk nie pomniejszył się, ale i tak dla mnie było to wystarczające wytłumaczenie, żeby nie iść do lekarza po skierowanie. Tym bardziej że zawsze niechętnie tam chodziłem &#8211; właściwie też dlatego, że się nie przyzwyczaiłem, bo po prostu mało chorowałem, a drugą sprawą było lenistwo. Ogólnie nie postąpiłem najlepiej &#8211; jak się okazało później.</p>
<p>W momencie, kiedy zacząłem odczuwać dolegliwości związane z jądrem stałem się bardzo nerwowy, wybuchowy, nie mogłem dogadać się ani z bratem ani z rodzicami. Czasem sam się nie poznawałem i zastanawiałem się, dlaczego tak się zmieniłem. Dużo tez zacząłem palić papierosów, jak również pić więcej alkoholu. Nie słuchałem rad brata ani rodziców, którzy mi nic złego nie mówili, bo przecież widzieli, co się dzieje i chcieli dobrze. Wiem, że ich to bardzo bolało. Teraz wiem, dlaczego tak się działo. To choroba, która podstępnie wkradła się do mojego organizmu poczyniła takie zmiany.</p>
<p>Ale wróćmy do kwietnia 2005 roku. Mniej więcej w połowie tego miesiąca dostałem powołanie do wojska. Kiedy je otrzymałem, pierwsze co zrobiłem to napisałem wniosek o służbę zastępczą. Ale gdy dowiedziałem się, jakie trzeba spełnić warunki i jak wygląda oraz ile trwa służba zastępcza zmieniłem zdanie. I tak pojechałem pod koniec kwietnia do WKU w Świdnicy, ponieważ dostałem kilka dni na zastanowienie się i zdecydowałem, że jednak będzie to służba zasadnicza. Okazało się, że 4 maja 2005 roku o godzinie 1000 mam się stawić do Jednostki Wojskowej nr 2399 w Świętoszowie.</p>
<p>Nie ukrywam, że miałem dużą niechęć do służby wojskowej od kiedy ukończyłem szkołę średnią w 2002 roku. Tak więc przez trzy lata miałem trochę stresu a jak się później okazało, było to przyczyną szybszego postępowania choroby, ponieważ nowotwór po prostu kocha stres.</p>
<p>Tak więc rano 4 maja pojechałem wraz z tatą i właściwie sam się odwiozłem do Świętoszowa. Tato pojechał, a ja zostałem za bramą. Może nie dla każdego, ale na pewno dla przynajmniej połowy ludzi, którzy tam trafiają, jak i dla mnie, wejście za bramę i kilka pierwszych dni było niezłym szokiem. W co wcześniej ciężko było mi uwierzyć jak słyszałem to od znajomych i kolegów, którzy już tam byli.</p>
<p>Była to środa, a już w niedzielę przyjechali do mnie rodzice w odwiedziny. Nie do końca jednak miałem dobre samopoczucie, ponieważ wiedziałem, że nie jest ze mną do końca OK &#8211; jeśli chodzi o mój stan zdrowa. To mi dosyć mocno przeszkadzało w normalnym funkcjonowaniu.</p>
<p>Po prawie dwóch tygodniach pobytu w jednostce i po rozmowie z tatą doszedłem do wniosku, że mam <strong>przepuklinę</strong> i zapisałem się do lekarza. Lekarz w Garnizonowej Izbie Chorych stwierdził <strong>zapalenie jądra</strong>. Przyznam, że może to dziwnie zabrzmieć, lecz nie byłem specjalnie zadowolony. Nie dlatego, że byłem chory, tylko dlatego, że zapalenie nie jest bardzo poważnym schorzeniem a ja chciałem po prostu szybciej zakończyć swoją &#8222;karierę&#8221; w wojsku i miałem nadzieję, że jest to coś poważniejszego. Od lekarza wojskowego usłyszałem, że przepuklina nie zwalnia mnie z obowiązku odbycia służby wojskowej i dosyć krótko (bo około dwóch tygodni) trwa rekonwalescencja, jednak zawsze przepuklina jest poważniejsza niż zapalenie (przynajmniej poważniej brzmi) i tak myślałem w tamtej chwili.</p>
<p>Tak więc zostałem na izbie chorych. Był poniedziałek 16 maja i byłem tam do 24 maja. W tym czasie byłem cztery razy w 105 Szpitalu Wojskowym w Żarach, gdzie musiałem zrobić kilka badań. Pierwszym razem 19 maja byłem tylko u pani doktor &#8211; urolog, która po zbadaniu skierowała mnie na USG moszny, które zrobiłem dopiero następnego dnia i po tym badaniu stwierdzono u mnie <strong>wodniaka jądra prawego</strong>, co dało mi wiele do myślenia, ale pielęgniarka na wspomnianej wcześniej izbie chorych uspokoiła mnie, mówiąc że to nie jest aż takie poważne, jak myślałem. Jednak trzeba to szybko zacząć leczyć, bo skutkiem może być bezpłodność.</p>
<p>Później miałem dwa dni przerwy, gdyż był weekend, tak więc niepewność trwała dwa dni, niby krótko, ale w mojej sytuacji trwało to naprawdę długo. Ale bardzo nie byłem przejęty, bo właściwie jeszcze nic złego się nie wydarzyło, a ja cały czas starałem się jak najwięcej być dobrej myśli. W niedzielę odwiedzili mnie rodzice. Przywieźli mi telefon, żebyśmy mieli ze sobą cały czas kontakt, bo jednak do Świętoszowa był kawałek drogi, a chciałem, by rodzina była na bieżąco z tym, co się ze mną dzieje.</p>
<p>W poniedziałek miałem już badanie krwi, które jak się okazało miało już wiele wyjaśnić. Na wyniki czekałem około dwie godziny i w ogóle nie myślałem, że może być coś nie tak. Ale gdy je otrzymałem byłem pewny, że nie jest dobrze, ponieważ wyniki wybiegały w ogóle poza normy, a utwierdziła mnie w tym pani urolog, u której miałem wizytę po otrzymaniu wyników. Oznajmiła mi, że jądra nie da się już uratować i konieczna jest amputacja. Tak więc było już jasne, że jest to <strong>nowotwór jądra</strong>. Jak można zauważyć, zaznaczyłem wszystkie diagnozy, które usłyszałem od lekarzy i jedną, którą stworzyłem sam po rozmowie z tatą. Zrobiłem to po to, żeby pokazać, jak ważne jest to, do kogo trafimy(chodzi mi o lekarza), co usłyszymy i co zrobimy z tą informacją, czy ją zlekceważymy, czy nie. Tak więc gdyby nie działo się to w wojsku, to nie wiem, jaki byłby koniec.</p>
<p>Ale wracając do poprzedniej myśli. Pamiętam, że zapytałem, jakie są szanse na przeżycie i muszę powiedzieć, że odpowiedz pani doktor ucieszyła mnie, ponieważ usłyszałem, że wyleczalność jest na poziomie powyżej 90%. Zostałem jeszcze skierowany na RTG (rentgen) klatki piersiowej i USG jamy brzucha. USG niestety musiałem zrobić dopiero następnego dnia, ponieważ kolejka była tak duża, że niestety już bym nie zdąż}&#8217;!. Dowiedziałem się również, że operacja odbędzie się albo we Wrocławiu albo w jakimś okolicznym szpitalu (okolice Świętoszowa).Po przyjeździe na GICH wróciłem na swój pododdział, ale następnego dnia czekał mnie ostatni wjazd do Żar na ostatnie badanie. USG jamy brzucha wykazało, że mam powiększone węzły chłonne a RTG klatki piersiowej było w porządku, a więc z nie najgorszym nastrojem wróciłem do kolegów z plutonu i kontynuowałem przygotowania do Przysięgi Wojskowej, na której zresztą mnie, jak i kilku żołnierzy, którzy przebywali na izbie chorych miało nie być. Jednak dopuszczono nas i 27 maja 2005 roku zostałem zaprzysiężonym żołnierzem Wojska Polskiego. Była piękna pogoda i chyba taki gorący dzień już się nie zdarzył tego lata. Po przysiędze wraz z rodziną, bo niestety nikogo innego nie zapraszałem, gdyż jak napisałem wcześniej sam nie wiedziałem, jak moja przysięga będzie wyglądać, przyjechałem do domu. Przepustkę miałem do 30 maja 2005 roku. Wyniki, które, jak wcześniej napisałem, robiłem w szpitalu w Żarach były bardzo złe. Ale i tak w tej chwili nie martwiłem się aż tak bardzo, tylko chciałem jak najlepiej spędzić te trzy dni wraz z rodziną, tym bardziej, że po tych trzech dniach, gdy wrócę do Świętoszowa a później trafię do szpitala to długo mnie w domu nie będzie.</p>
<p>Po powrocie do jednostki znów przebywałem na izbie chorych. Tak było do 2 czerwca, kiedy to lekarz z jednostki wojskowej załatwił mi miejsce w Klinice Wojskowej  we Wrocławiu, gdzie  sanitarką zostałem przywieziony. Znalazłem się na oddziale urologii, gdzie czekałem na zabieg. Pierwszy dzień praktycznie przeleżałem. Sytuacja na oddziale wyglądała tak, że nie było tam nikogo, kto byłby chociaż w zbliżonym wieku do mnie, tak więc na początku nudziło mi się strasznie. Wieczorem odwiedzili mnie rodzice, którzy byli akurat tego dnia również we Wrocławiu z Łokusiem (zdrobnienie od imienia Łoker z ang. Walker, był to piesek rasy Moskiewski Pies Stróżujący), którego wyniki też najlepiej nie wyglądały. Muszę tu dodać, że był to piesek znaleziony przez mojego tatę, ale niestety nie chodził o własnych siłach. Tak więc rodzina miała niestety trochę zmartwień a najgorsze jest to, że wszystko działo się w tym samym czasie. Ja byłem pewny, że piesek się nie podda, bo już nieraz udowodnił, że stać go na wiele więcej niż większość psów.</p>
<p>Następnego dnia na porannym obchodzie ordynator stwierdził bez zastanowienia, że operacja musi się odbyć jak najszybciej a poza tym stwierdził, że ja ukrywałem chorobę po to, żeby dostać się do wojska. Dodał jeszcze, że chce się widzieć z moimi rodzicami. Natomiast zabieg miał się odbyć w poniedziałek. Tak więc w sobotę i w niedzielę czekałem i coraz więcej myślałem. W tym samym dniu tj. 3 czerwca dowiedziałem się od lekarza, który jak się później okazało był synem ordynatora i miał mnie operować, tyle tylko, że tym razem dosłownie, że jest to rak. Powiedział to w taki sposób, że niestety nie poczułem się najlepiej. Piszę to dlatego, że dopóki taka osoba jak lekarz tego nie powie jest jeszcze w miarę OK (tak było w moim przypadku), ale gdy się tą informacje usłyszy to niestety człowiek nie wie, co ma ze sobą zrobić ani co ma myśleć. W moim przypadku trwało to na szczęście krótko. Tego samego dnia późnym popołudniem przyjechał do mnie mój tato. Dość długa rozmowa z nim bardzo dużo mi dała. Podczas niej dowiedziałem się bardzo ważnej rzeczy, o której gdzieś kiedyś słyszałem, ale nie przywiązywałem do tego zbyt dużej wagi, jako że będąc zdrowym uważałem po prostu, że jest mi to do niczego nie potrzebne. Było to mianowicie zdanie, które miałem powtarzać minimum 20 razy, 2 razy dziennie. Pamiętam, że tato powiedział mi wtedy, żebym nie robił tego tak, jakbym czytał gazetę, tylko tak, żeby za każdym razem to, co mówię we mnie wchodziło. Zdanie to brzmiało tak: &#8222;Z każdym dniem i pod każdym względem czuje się coraz lepiej i lepiej&#8221;. W sumie proste, ale nie wiedziałem jeszcze wtedy, jaką ta fraza wykonuje pracę w mojej psychice. Oczywiście na plus. Dlatego już z dużo lepszym nastawieniem czekałem na zabieg, tym bardziej, że frazę tą powtarzałem kilkaset razy dziennie, co dopiero sobie uświadomiłem po jakimś czasie, gdyż na co dzień tego nie liczyłem. Daje to naprawdę niesamowity efekt. Z każdym dniem czułem i wiedziałem coraz bardziej, że wszystko będzie OK. Jest to pierwszy raz (oczywiście mowa tu o okresie, kiedy byłem chory), kiedy to mój tato będąc osobą mającą bardzo dużo informacji i wiedząc, że mi to pomoże bez wahania powiedział, co mam robić. Bo jest ważną rzeczą, żeby przy osobie, która jest w podobnej sytuacji był ktoś, kto zachowa &#8222;zimną krew&#8221; i wie co powiedzieć, doradzić.</p>
<p>Zabieg odbył się 06.06.2005 roku. W przeddzień zabiegu miałem rozmowę z anestezjologiem, który na koniec powiedział mi mniej więcej takie zdanie: „Usunięcie jądra to nie jest problem, problem jest dopiero później&#8221;. Dlatego między innymi tak ważna jest psychika, żeby po czymś takim nie załamywać rąk, tylko taką wiadomość traktować tak, aby spłynęła po nas jak po kaczce. Tak więc efekt autosugestii był bardzo szybki. Trzeba jednak pamiętać, żeby robić to z zaangażowaniem, a nie od niechcenia.</p>
<p>Od 6 czerwca wszystko w moim życiu zaczęło się dziać bardzo szybko. Dodam jeszcze, że zabieg skończył się około godziny 12 w południe a ja musiałem praktycznie nieruchomo leżeć do rana następnego dnia. Po zabiegu nafaszerowany środkami przeciwbólowymi, bo ból był niewyobrażalny, poza tym czułem się dość dobrze. Mimo tego, że przez dwa dni gorączkowałem. Po dwóch dniach od zabiegu doszedł do tego okropny, ból głowy, a bolało szczególnie wtedy, gdy nie leżałem. Była to odpowiedz na znieczulenie, które przed operacją dostałem w kręgosłup (tzw. &#8222;blokada&#8221;). Znieczulenie to powoduje brak jakiegokolwiek czucia od pasa w dół i trwa od 3 do 4 godzin.</p>
<p>10 czerwca opuściłem klinikę we Wrocławiu i ponownie udałem się ambulansem wojskowym do Świętoszowa na GICH(Garnizonowa Izba Chorych). Opiekę tam ogólnie miałem dobrą. Teraz od momentu zabiegu przez dwa tygodnie czekałem na wyniki badań z amputowanego jądra (wyniki badań histopatologicznych). Miałem mieszane uczucia co do tego, czy był to nowotwór złośliwy czy łagodny. Był to dla mnie ciężki czas, ale dzięki rodzinie (brat, rodzice) i autosugestii, o której pisałem wcześniej dawałem sobie radę. Rana powoli się zrastała, ale jednak był mały problem, ponieważ zebrała się ropa, jednak w niedługim czasie wszystko się unormowało. Ogólnie po ustąpieniu bólu głowy, który trwał dosyć długo, bo około jednego tygodnia czułem się dobrze, nawet bardzo. Rodzice przyjeżdżali do mnie w odwiedziny, tak więc samopoczucie jeszcze bardziej mi się poprawiało.</p>
<p>W tym okresie po raz piąty, ale tym razem jeszcze z kolegą z plutonu udałem się do szpitala wojskowego w Żarach. Tym razem chodziło o komisję wojskową, która miała ustalić, jaką kategorię ma nam przyznać. Specjalnie się nie przejmowałem tym, jaka ona będzie, bo muszę powiedzieć, że o tą upragnioną przez wielu zmianę kategorii nie było łatwo, a jeśli już ktoś ją dostał to przeważnie na od trzech do dwunastu miesięcy. Przykładem może być dwóch żołnierzy, którzy mieli to samo schorzenie, ale jednak jeden dostał „B3&#8243;, a drugi &#8222;D&#8221; tak, że praktycznie nikt nie wiedział, o co w tym wszystkim chodzi.</p>
<p>Po krótkiej rozmowie z jednym z członków komisji udałem się jeszcze do innego pokoju, aby skserować inne papiery potrzebne do komisji, a po powrocie już mieć podbitą książeczkę zdrowia, do której miała być wpisana kategoria. Lecz zanim do tego doszło pan kapitan, który miał to zrobić miał dylemat, gdyż jak powiedział do mnie: „nie wiadomo jaki to jest&#8221;, chodziło mu oczywiście o to, czy nowotwór jest złośliwy, czy nie. Okazało się jednak, że otrzymałem kategorię ..D&#8221;, która zwalnia mnie z obowiązku odbycia służby wojskowej w czasie pokoju.</p>
<p>Ale wracając do poprzedniej myśli.</p>
<p>Przyszedł w końcu dzień, kiedy dostałem przepustkę (był to 20 czerwca), ponieważ przyszły wyniki i następnego dnia miałem się zjawić na tzw. „konsultację&#8221;. Jak się okazało, nie zdążyłem na autobus, bo po prostu nikt nie mógł mi przynieść przez cztery godziny munduru (a przecież wojsko podobno uczy dyscypliny). Zadzwoniłem po brata, który jak tylko wyszedł z pracy, wsiadł w samochód i wraz z tatą oraz swoją dziewczyną przyjechał jak najszybciej mógł. Przez ten czas jeszcze z opatrunkiem na ranie pooperacyjnej i w upale zrobiłem sobie „spacer&#8221; około 4-5 kilometrów w kierunku drogi, którą jechał po mnie Michał. Gdy wreszcie przyjechałem do domu, byłem bardzo szczęśliwy, gdyż była tam moja mama, która czekała na mnie i mój bardzo kochany i bardzo chory pies Łokuś oraz drugi &#8211; bo mieliśmy dwa, a drugim była i jest jeszcze z nami suczka Deksia. Mimo tego, że wyniki Łokera były trochę lepsze, niestety nie chodził on tak sprawnie jak byśmy tego chcieli, tylne łapki miał nie do końca władne i na spacerach trzeba było podtrzymywać jego tył np. ręcznikiem. Mimo tego, że był tak schorowany i pokrzywdzony przez człowieka imponował mi wytrwałością i cierpliwością i wiem, że tak jak my jego tak on nas, a może nawet i bardziej kochał. On był chory i ja.</p>
<p>To moje szczęście z pobytu w domu jednak długo nie trwało. Na następny dzień, czyli we wtorek, 21.06.2005, pojechałem do kliniki. Był to najgorszy dzień w moim życiu. Byłem na konsultacji z ordynatorem oddziału urologicznego, podczas której powiedział mi, że muszę przejść chemioterapię a później operację usunięcia węzłów chłonnych, które były dosyć mocno powiększone. Następnie miałem się zgłosić na rozmowę z ordynatorem oddziału onkologii i to on miał teraz pilotować moje dalsze Jęczenie&#8221;. W dalszej części wytłumaczę, dlaczego ten wyraz wyróżniłem cudzysłowem. Byłem tam z moim tatą. Muszę powiedzieć, że ta rozmowa do najprzyjemniejszych nie należała. Ordynator zapytał mnie, czy chcę wiedzieć, co mi jest? Odpowiedziałem, że oczywiście chcę. Zapytał jeszcze czy chcę, żeby przy tej rozmowie był mój tato, po czym bez zastanowienia odparłem, że tak. Chwilę później usłyszałem wraz z tatą zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: „Jest to nowotwór bardzo złośliwy z bardzo wrednej rodziny&#8221;. Muszę powiedzieć, że zrobiło mi się gorąco, ale obecność taty pomogła mi to przetrzymać. Przez chwilę byłem trochę sparaliżowany. Tato zapytał ordynatora, kiedy zaczynamy leczenie, na co on dopowiedział, że natychmiast, że ma już dla mnie miejsce na oddziale, po czym tato zadał jeszcze jedno pytanie: „Czy są inne metody leczenia poza chemioterapią?&#8221; Usłyszeliśmy odpowiedź, że niestety nie ma a chemia, którą dostanę, musi zadziałać na cały organizm i że to ma powstrzymać ewentualne przerzuty. Ponownie wszystko potoczyło się w bardzo szybkim tempie. Tak więc musiałem zostać na onkologii jak się później okazało niepotrzebnie a tato odjechał, ale nie pojechał do domu tylko na spotkanie ze znajomym bioenergoterapeutą i ja tam też miałem być, ale niestety wpływ słów lekarza zadziałał tak, że zostałem we Wrocławiu.</p>
<p>Więcej w pełnej wersji ebooka: <a title="Jak w 90 dni pokonałem raka? rel="nofollow" href="http://nieuleczalne-choroby.zlotemysli.pl/13224,helfeo-fragment/" target="_blank">Jak w 90 dni pokonałem raka?</a></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=692&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/692/jak-w-90-dni-pokonalem-raka-fragment/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Perspektywa</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/663/perspektywa/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/663/perspektywa/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 09 Apr 2010 08:34:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Legendy, Mity, Bajki]]></category>
		<category><![CDATA[cierpienie]]></category>
		<category><![CDATA[mądrość]]></category>
		<category><![CDATA[perspektywa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=663</guid>
		<description><![CDATA[Dawno, dawno temu żył w Grecji pewien uczeń, któremu mistrz &#8211; grec­ki filozof &#8211; kazał przez trzy lata płacić każdemu, kto go obrazi. Kiedy czas próby minął, mistrz powiedział: - Teraz możesz iść do Aten i nauczyć się Mądrości. &#8211; Kiedy uczeń dotarł do celu, spotkał pewnego mędrca, który sie­dział u bram miasta i obrażał [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dawno, dawno temu żył w Grecji pewien uczeń, któremu mistrz &#8211; grec­ki filozof &#8211; kazał przez trzy lata płacić każdemu, kto go obrazi. Kiedy czas próby minął, mistrz powiedział: </p>
<p>- Teraz możesz iść do Aten i nauczyć się Mądrości.</p>
<p> &#8211; Kiedy uczeń dotarł do celu, spotkał pewnego mędrca, który sie­dział u bram miasta i obrażał każdego, kto wchodził i wychodził. Obraził również ucznia, który wybuchnął śmiechem. </p>
<p>- Dlaczego się śmiejesz, kiedy cię obrażam? &#8211; spytał mędrzec. </p>
<p>- Ponieważ przez trzy lata płaciłem za to, a ty teraz dajesz mi to za darmo &#8211; odpowiedział uczeń. </p>
<p>- Wejdź do miasta &#8211; po­wiedział mędrzec &#8211; należy do ciebie&#8230;</p>
<p class="zrodlo"><img class="alignright" style="float: right;" src="/img/ksiazki/ss.jpg" alt="Sztuka szczęścia. Poradnik życia" width="40" height="60" />źródło: <a title="Sztuka szczęścia. Poradnik życia" rel="nofollow" href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=6610&#038;idp=748" target="_blank">Sztuka szczęścia. Poradnik życia</a></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=663&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/663/perspektywa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>SÓL I BAWEŁNA W RZECE</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/626/sol-i-bawelna-w-rzece/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/626/sol-i-bawelna-w-rzece/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 31 Mar 2010 17:01:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Legendy, Mity, Bajki]]></category>
		<category><![CDATA[cierpienie]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=626</guid>
		<description><![CDATA[Nasruddin wiózł ładunek soli na targ. Jego osioł musiał przejść przez rzekę i sól się rozpuściła. Na drugim brzegu zwierzę zaczęło biec wielce zadowolone, zauważywszy, że ładunek jest lekki. Ale Nasruddin był zły. W następnym dzień targowy Nasruddin okrył worki bawełną. Przechodząc przez rzekę. osioł prawie tonął z powodu wielkiego ciężaru. - Uspokój się &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nasruddin wiózł ładunek soli na targ. Jego osioł musiał przejść przez rzekę i sól się rozpuściła. Na drugim brzegu zwierzę zaczęło biec wielce zadowolone, zauważywszy, że ładunek jest lekki. Ale Nasruddin był zły. </p>
<p>W następnym dzień targowy Nasruddin okrył worki bawełną. Przechodząc przez rzekę. osioł prawie tonął z powodu wielkiego ciężaru. </p>
<p>- Uspokój się &#8211; rzekł zadowolony Nasruddin &#8211; to cię nauczy, że nie każde przejście przez wodę będzie dla ciebie zyskowne. </p>
<p><em>Dwóch ludzi przyjęło religię. Jeden z nich wyszedł ożywiony. Drugi się udusił.<br />
</em></p>
<p class="zrodlo"><img class="alignright" style="float: right;" src="/img/ksiazki/spiew-ptaka.jpg" alt="Śpiew ptaka" width="40" height="60" />źródło: <a title="Śpiew ptaka" rel="nofollow" href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=91476&#038;idp=748" target="_blank">Śpiew ptaka</a></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=626&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/626/sol-i-bawelna-w-rzece/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>To, co nigdy nie umiera</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/538/to-co-nigdy-nie-umiera/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/538/to-co-nigdy-nie-umiera/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Feb 2010 19:07:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Legendy, Mity, Bajki]]></category>
		<category><![CDATA[bunt]]></category>
		<category><![CDATA[cierpienie]]></category>
		<category><![CDATA[poddanie się]]></category>
		<category><![CDATA[śmierć]]></category>
		<category><![CDATA[wieczność]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=538</guid>
		<description><![CDATA[Zdarzyło się kiedyś, że do Buddy przybiegła młoda, zalana łzami kobieta. Właśnie umarło jej dziecko, a ponieważ straciła już wcześniej męża, została sama na świecie. Kobieta miała skrytą nadzieję, że Budda sprawi cud, że przywróci życie jej dziecku. Budda uśmiechnął się do niej z dobrocią i powiedział: -Idź do miasta i przynieś mi kilka ziaren [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft" style="margin: 5px; float: left;" src="http://www.wlasnalegenda.pl/img/gorczyca.jpg" alt="gorczyca" width="80" height="60" />Zdarzyło się kiedyś, że do Buddy przybiegła młoda, zalana łzami kobieta. Właśnie umarło jej dziecko, a ponieważ straciła już wcześniej męża, została sama na świecie. Kobieta miała skrytą nadzieję, że Budda sprawi cud, że przywróci życie jej dziecku. Budda uśmiechnął się do niej z dobrocią i powiedział:</p>
<p>-Idź do miasta i przynieś mi kilka ziaren gorczycy z domu, w którym nikt jeszcze nie umarł.</p>
<p>Poszła zatem, jak kazał, lecz wszędzie słyszała tę samą odpowiedź:<br />
<span id="more-538"></span><br />
-Moglibyśmy ofiarować ci tyle ziaren gorczycy, ile tylko zapragniesz, ale twój warunek jest niemożliwy do spełnienia! Wiele już osób oddało ducha pod tym dachem! Kobieta przez cały dzień uporczywie chodziła od drzwi do drzwi z nadzieją znalezienia domu, którego nigdy nie dotknęła śmierć. Zrezygnowała dopiero późną nocą – pojęła, że śmierć jest częścią cyklu życia i że wola zaprzeczania temu jest zupełnie bezużyteczna.</p>
<p>Powróciła zatem do Buddy, który ją zapytał, czy przyniosła ziarna gorczycy. Młoda kobieta uklękła przed nim, wypowiadając takie oto słowa:</p>
<p>-Nie będę cię już błagać, abyś mi zwrócił dziecko, gdyż i tak umarłoby któregoś dnia. Naucz mnie raczej tego, co nigdy nie umiera.</p>
<p><em>Przypowieść buddyjska</em></p>
<p class="zrodlo"><img class="alignright" style="float: right;" src="http://batorowicz.civ.pl/wl2/img/ksiazki/bf.jpg" alt="Bajki filozoficzne" width="40" height="58" /><br />
źródło: <a title="Bajki filozoficzne" rel="nofollow" href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=49407&#038;idp=748" target="_blank">Bajki filozoficzne</a></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=538&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/538/to-co-nigdy-nie-umiera/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Słowik i jaskółka</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/395/slowik-i-jaskolka/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/395/slowik-i-jaskolka/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Mar 2009 11:44:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Legendy, Mity, Bajki]]></category>
		<category><![CDATA[cierpienie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=395</guid>
		<description><![CDATA[Jaskółka doradzała słowikowi, by jak ona zamieszkał pod jednym dachem wspólnie z ludźmi. Ten jednak powiedział: &#8222;Nie chcę przypominać sobie boleści moich dawnych nieszczęść i dlatego mieszkam na pustkowiu&#8221;. Dotknięty przez los chce uciec z miejsca, w którym spotkało go nieszczęście. źródło: Wielka księga bajek greckich. Ezop i inni]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jaskółka doradzała słowikowi, by jak ona zamieszkał pod jednym dachem wspólnie z ludźmi. Ten jednak powiedział: &#8222;Nie chcę przypominać sobie boleści moich dawnych nieszczęść i dlatego mieszkam na pustkowiu&#8221;.</p>
<p><em>Dotknięty przez los chce uciec z miejsca, w którym spotkało go nieszczęście.</em></p>
<p class="zrodlo"><img class="alignright" style="float: right;" src="http://batorowicz.civ.pl/wl2/img/ksiazki/wkbg.jpg" alt="Wielka księga bajek greckich. Ezop i inni" width="40" height="59" /><br />
źródło: <a title="Wielka księga bajek greckich. Ezop i inni" rel="nofollow" href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=93062&#038;idp=748" target="_blank">Wielka księga bajek greckich. Ezop i inni</a></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=395&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/395/slowik-i-jaskolka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Orzeł i strzała</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/390/orzel-i-strzala/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/390/orzel-i-strzala/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Mar 2009 11:27:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Legendy, Mity, Bajki]]></category>
		<category><![CDATA[ból]]></category>
		<category><![CDATA[cierpienie]]></category>
		<category><![CDATA[śmierć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=390</guid>
		<description><![CDATA[Na szczycie skały siedział orzeł, chcąc zapolować na zające. Ktoś trafił go z łuku, strzała wbiła mu się w pierś, tak że miał przed oczyma brzechwę z piór. Widząc je rzekł: &#8222;Oto jeszcze jeden cios, umrzeć od własnych piór&#8221;. Bo ból odczuwa się dotkliwiej, gdy ktoś jest w niebezpieczeństwie przez coś własnego. źródło: Wielka księga [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na szczycie skały siedział orzeł, chcąc zapolować na zające. Ktoś trafił go z łuku, strzała wbiła mu się w pierś, tak że miał przed oczyma brzechwę z piór. Widząc je rzekł: &#8222;Oto jeszcze jeden cios, umrzeć od własnych piór&#8221;.</p>
<p><em>Bo ból odczuwa się dotkliwiej, gdy ktoś jest w niebezpieczeństwie przez coś własnego.</em></p>
<p class="zrodlo"><img class="alignright" style="float: right;" src="http://batorowicz.civ.pl/wl2/img/ksiazki/wkbg.jpg" alt="Wielka księga bajek greckich. Ezop i inni" width="40" height="59" /><br />
źródło: <a title="Wielka księga bajek greckich. Ezop i inni" rel="nofollow" href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=93062&#038;idp=748" target="_blank">Wielka księga bajek greckich. Ezop i inni</a></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=390&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/390/orzel-i-strzala/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>ByłyŻołnierzPRL S2E3 &#8222;Niepogodzony Duch&#8221; cz.2/2</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/330/bylyzolnierzprl-s2e3-niepogodzony-duch-cz22/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/330/bylyzolnierzprl-s2e3-niepogodzony-duch-cz22/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Feb 2009 20:56:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[VIDEO: Smutne Historie]]></category>
		<category><![CDATA[Boskie znaki]]></category>
		<category><![CDATA[choroba]]></category>
		<category><![CDATA[cierpienie]]></category>
		<category><![CDATA[duch]]></category>
		<category><![CDATA[pogrzeb]]></category>
		<category><![CDATA[śmierć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=330</guid>
		<description><![CDATA[]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><center><object width="320" height="265"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/SmP5-5kNDA0&#038;hl=pl&#038;fs=1"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/SmP5-5kNDA0&#038;hl=pl&#038;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"></embed></object></center></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=330&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/330/bylyzolnierzprl-s2e3-niepogodzony-duch-cz22/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>ByłyŻołnierzPRL S2E3 &#8222;Niepogodzony Duch&#8221; cz.1/2</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/328/bylyzolnierzprl-s2e3-niepogodzony-duch-cz12/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/328/bylyzolnierzprl-s2e3-niepogodzony-duch-cz12/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Feb 2009 20:56:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[VIDEO: Smutne Historie]]></category>
		<category><![CDATA[Boskie znaki]]></category>
		<category><![CDATA[choroba]]></category>
		<category><![CDATA[cierpienie]]></category>
		<category><![CDATA[duch]]></category>
		<category><![CDATA[pogrzeb]]></category>
		<category><![CDATA[śmierć]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=328</guid>
		<description><![CDATA[]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><center><object width="320" height="265"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/DDe8_Ed_lbQ&#038;hl=pl&#038;fs=1"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/DDe8_Ed_lbQ&#038;hl=pl&#038;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="320" height="265"></embed></object></center></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=328&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/328/bylyzolnierzprl-s2e3-niepogodzony-duch-cz12/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

