<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Własna Legenda - opowiadania, historie, legendy &#187; Różne Historie</title>
	<atom:link href="http://www.wlasnalegenda.pl/category/rozne-historie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.wlasnalegenda.pl</link>
	<description>Legendy, opowiadania, historie</description>
	<lastBuildDate>Fri, 16 Sep 2011 08:17:39 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>przeklęta miłość</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/1014/przekleta-milosc/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/1014/przekleta-milosc/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Aug 2011 10:52:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>miska96</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne Historie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=1014</guid>
		<description><![CDATA[Miłość to piękne uczuje, którym darzą się dwie osoby. Ale co jeżeli miłość jest przeklęta? pewnej nocy, z cmentarzu zaczęły dochodzić dziwne dźwięki. Rano ludzie zastanawiali się co to za przerażające odgłosy. W miasteczku huczało. Przez parę nocy było słychać to samo wycie, jak można to tak nazwać. Potem wszystko się uspokoiło, gdy za kilka [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Miłość to piękne uczuje, którym darzą się dwie osoby. Ale co jeżeli miłość jest przeklęta?<br />
pewnej nocy, z cmentarzu zaczęły dochodzić dziwne dźwięki. Rano ludzie zastanawiali się co to za przerażające odgłosy. W miasteczku huczało. Przez parę nocy było słychać to samo wycie, jak można to tak nazwać. Potem wszystko się uspokoiło, gdy za kilka dni znów się zaczęło. Tym razem odgłosy dochodzące z cmentarza były głośniejsze i bardzie upiorne. Nocą gdy znowu z cmentarza dochodziły straszne odgłosy,  pewna dziewczyna o imieniu Emili wybrała się na spacer do parku. Nie świadoma niebezpieczeństwa szła dróżką&#8230; Mijając cmentarz zauważyła chłopaka siedzącego przed grobem. Podeszła do niego i zapytał co tu robisz? Chłopak popatrzył na nią i powiedział : szukam miejsca w którym będę mógł odpocząć.<br />
 Emili zwątpiła. Zapytała jeszcze raz co tu robisz? Ale on nie odpowiedział.<br />
Następnego dnia o tej samej porze co zawsze, było słychać straszne odgłosy, Emili znów wybrała się na spacer do parku, i gdy mijała cmentarz znów zauważyła chłopaka. W ręku miał nóż, a krew jego kapała na ziemię. Emili podbiegła do niego złapała go za rękę, wyrwała mu nóż i zaczęła po nim krzyczeć. Co ty robisz ! Nie wiedziała co ma robić zdjęła bluzkę porwała ją, robiąc z niej bandaże zawinęła mu zakrwawioną  rękę, przytuliła i powiedziała że wszystko będzie dobrze.Chłopak powiedział tylko jedno ; jestem John .<br />
Wtedy wszystko się zaczęło, chłopak poczuł że komuś na nim zależy i od tamtego czasu spotykali się na cmentarzu. Pewnej nocy rozpętała się straszna burza, Emili właśnie wracała do domu ze spotkania. Do którego nie doszło gdyż John się nie zjawił. Emili przemoczona deszczem, zziębnięta wróciła do domu. Całą noc myślała czemu jej kochany się nie zjawił. Nie dawało jej to spokoju. wstała z łóżka, usiadła przy oknie i wpatrywała się w deszcz. Nagle zobaczyła Johna pod swoim oknem. Szybko wybiegła na ulice przytuliła go i wtedy stało się coś dziwnego, oboje zaczęli okapywać krwią. Odsunęli się od siebie i popatrzyli sobie głęboko w oczy, nie wiedząc co się dzieję. Emili dotknęła Johna jeszcze raz i zemdlała. John poczuł tylko mocny ból. Wziął ją na ręce i niósł na cmentarz, krew kapała z nich a serce Emili przestawało bić. Gdy doszli na cmentarz John położył delikatnie Emili pod krzyżem i odszedł. Rano Emili obudziła się całą obolała, za bardzo  nie pamiętała co się stało. Wstała i zaczęła krzyczeć John, John !!! W zakrwawionej sukience i mokrej od deszczu i łez pobiegła do domu.<br />
W nocy znów było słychać przerażające odgłosy, ale tym razem trochę się różniły. Emili wsłuchując się w te dźwięki , usłyszała swoje imię. Pobiegła szybko na cmentarz, gdzie zobaczyła małą dziewczynkę podeszłą do niej. Dziewczynka siedziała skulona, nie było jej widać twarzy. Gdy Emili zapytała nic ci nie jest? Dziewczynka podniosła wzrok na Emili która zaczęła piszczeć, gdyż ta dziewczynka miała oczy wampira i posiniaczoną twarz a z ust kapała jej krew. Emili powoli zaczęła się cofać i wtedy dziewczynka złapała ją za rękę i dała jej nóż, mówiąc zabij go!&#8230; po czym zniknęła.<br />
Emili uklęknęła na ziemi i zaczęła płakać, jej łzy zmieniały się w krew, a miłość którą darzyła Johna powoli wygasała. Serce Emili przestawało bić.<br />
John przyszedł na cmentarz, podszedł do Emili i powiedział: przepraszam, wiesz że cię kocham.<br />
Emili wstała i powiedziała mu to samo. pocałowała go i wtedy obojgu z ust zaczęła lać się czysta krew. John powiedział: przepraszam cię za to, ale nasza miłość jest przeklęta prze ze mnie, nie możemy dalej się kochać musisz zapomnieć, bo za każdym razem gdy się będziemy do siebie zbliżać będziesz czuła ból.<br />
Bez Ciebie będzie mi jeszcze gorzej.</p>
<p>Mijały tygodnie a Emili dalej kochała Johna i nie potrafiła o nim zapomnieć. Postanowiła wybrać się na cmentarz, w nadziei że jeszcze go spotka.<br />
I rzeczywiście był tam, podbiegła do niego i pocałowała go.<br />
krew znów zaczęła z nich kapać a ból był nie do zniesienia.<br />
W pewnym momencie pojawiła się dziewczynka, ta która kazała Emili zabić Johna. Podeszła i wbiła mu nóż w serce.<br />
Popatrzyła na Emili i rzuciła jej nóż i powiedziała teraz ty &#8230;<br />
Nikt nie wie co stało się z Emili, czy jest razem z Johnem czy dalej żyje na tym świecie, ale jedno jest pewne ich miłość była czymś niezwykłym.</p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=1014&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/1014/przekleta-milosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>AMBITNY KAMIENIARZ</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/922/ambitny-kamieniarz/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/922/ambitny-kamieniarz/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 31 Oct 2010 18:32:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>owieczka126p</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne Historie]]></category>
		<category><![CDATA[bogacenie się]]></category>
		<category><![CDATA[oświecenie]]></category>
		<category><![CDATA[pieniądze]]></category>
		<category><![CDATA[postrzeganie]]></category>
		<category><![CDATA[prawa natury]]></category>
		<category><![CDATA[sens życia]]></category>
		<category><![CDATA[zmiana]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=922</guid>
		<description><![CDATA[Pewien kamieniarz wdrapywał się każdego dnia w górach, na ścianę skalną, z której odłupywał duże fragmenty. Potem obrabiał je, przekształcając w płyty nagrobkowe lub konstrukcyjne. Znał wszystkie rodzaje kamienia i ich różne zastosowanie, a ponieważ był doskonałym fachowcem, jego klientela była liczna i stała. I tak oto przez długi czas kamieniarz żył szczęśliwie, nie pragnąc [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pewien kamieniarz wdrapywał się każdego dnia w górach, na ścianę skalną, z której odłupywał duże fragmenty. Potem obrabiał je, przekształcając w płyty nagrobkowe lub konstrukcyjne. Znał wszystkie rodzaje kamienia i ich różne zastosowanie, a ponieważ był doskonałym fachowcem, jego klientela była liczna i stała.</p>
<p>I tak oto przez długi czas kamieniarz żył szczęśliwie, nie pragnąc niczego nad to, co dawało mu życie.</p>
<p>Prażące słońce</p>
<p>Lato dopiero co się rozpoczęło i słońce niemiłosiernie paliło ziemię. Pewnego ranka tak było gorąco, że kamieniarz postanowił spędzić dzień w swym domu za zamkniętymi okiennicami. Ograniczył się do śledzenia ruchu na ulicy, gdy nagle zauważył przejeżdżającą lektykę, niesioną przez czterech służących w niebiesko-złotej liberii. W lektyce siedział książę. Lokaj trzymał otwarty parasol nad jego głową, aby uchronić go od słońca.</p>
<p>- Och, gdybym był księciem! &#8211; westchnął kamieniarz. &#8211; Mógłbym jeździć w lektyce i być chroniony od słońca jedwabnym parasolem. Wówczas byłbym szczęśliwy!</p>
<p>Nagle dał się słyszeć głos opiekuńczego ducha gór:</p>
<p>- Twoje pragnienie spełni się. Zostaniesz księciem!</p>
<p>I rzeczywiście kamieniarz został księciem. Jego lektykę poprzedzała kompania żołnierzy, a druga grupa szła tuż za lektyką. Lokaje w czerwono-złotej liberii nosili ją, a inni lokaje chronili go od promieni słonecznych, trzymając nad jego głową jedwabny parasol. Wszystko stało się zgodnie z jego życzeniem.</p>
<p>Ale nie był jeszcze zadowolony. Oglądając się dookoła zauważył, że trawniki jego ogrodu, choć były szczodrze podlewane, żółkły, wypalane przez słońce. Widział też, że pomimo parasola, jego własna twarz coraz bardziej była opalona. Zagniewany zawołał:</p>
<p>- Słońce jest silniejsze ode mnie! Ach, gdybym mógł być słońcem!</p>
<p>Opiekuńczy duch gór odpowiedział:</p>
<p>- Twoje życzenie spełni się. Będziesz słońcem!</p>
<p>Najsilniejszy</p>
<p>Kamieniarz stał się słońcem, dumnym i jaśniejącym. Wysyłał promienie na ziemię i na niebo. W krótkim czasie słońce wysuszyło drzewa im pola, twarze bogatych i biedaków. Kamieniarz był zadowolony mogąc zamanifestować swą potęgę, a jego duma nie miała granic. Patrząc na wielkią susze, jaka niszczyła ziemię, czuł się najsilniejszy.</p>
<p>Ale gdy wielka, szara chmura przeszła przed nim, chroniąc ziemię przed promieniami słońca, gniew znów nim zawładnął:</p>
<p>- Jedna chmura może pokonać moje promienie? A więc jest silniejsza ode mnie? Och, gdybym był chmurą, byłbym najsilniejszy!</p>
<p>Opiekuńczy duch gór powiedział:</p>
<p>- Twoje pragnienie niechaj się spełni. Będziesz chmurą!</p>
<p>I kamieniarz stał się chmurą przepływającą pomiędzy słońcem i ziemią. Zneutralizowała ona straszne promienie słoneczne i ku wielkiej radości ludzi ziemia pokryła się zielenią i kwiatami.</p>
<p>Ciesząc się ze swego zwycięstwa, zapragnął wykorzystać swą nową władzę. Całymi dniami i tygodniami wylewał deszcz, powodując wystąpienie wód z rzek, zalewając pola, niszcząc miasta i wsie przez gwałtowne strumienie wody. Jedynie wielkie głazy górskie opierały mu się. Chmura widząc je tak spokojne i majestatyczne, zdenerwowała się:</p>
<p>- A więc skała jest silniejsza ode mnie! Ach, gdybym był skałą!</p>
<p>Opiekuńczy duch gór powiedział:</p>
<p>- Twoje pragnienie niechaj się spełni! Będziesz skałą!</p>
<p>Dziwny hałas</p>
<p>Kamieniarz stał się skałą, dumną i majestatyczną, która gardziła gorącym słońcem i gwałtownością deszczu.</p>
<p>- Teraz jestem rzeczywiście najsilniejszy &#8211; stwierdził bardzo zadowolony.</p>
<p>Pewnego jednak dnia usłyszał dziwny hałas i spoglądając na swe podnóże, zauważył kamieniarza, który kilofem kuł skałę. Właśnie w tym momencie potężny blok skalny oderwał się i poleciał ku równinie.</p>
<p>Skała zagniewana zawołała:</p>
<p>- Słaba istota, syn ziemi, jest silniejszy ode mnie! Dlaczego nie jestem człowiekiem!</p>
<p>I kamieniarz ponownie stał się człowiekiem. Powrócił do swego pierwotnego zawodu. Co dnia wspinał się aż do podnóża wielkiej skały, aby odkuwać jej fragmenty, obrabiał je i przetwarzał na płyty nagrobkowe lub też konstrukcyjne. Potem sprzedawał je ludziom bogatym, królom i książętom, nie troszcząc się o słońce i deszcz.</p>
<p>Wieczorem zostawiał górę i powracał do chaty. Jego łóżko było  niewygodne, a jego pożywienie skromne, ale kamieniarz nauczył się zadowalać małym i nie pragnął więcej być kimś innym, niż był.</p>
<p>Bruno Ferrero, &#8222;Nowe historie&#8221;</p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=922&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/922/ambitny-kamieniarz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Obłudnik</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/877/obludnik/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/877/obludnik/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 21 Oct 2010 08:20:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne Historie]]></category>
		<category><![CDATA[nauczanie]]></category>
		<category><![CDATA[praktykowanie]]></category>
		<category><![CDATA[przekonania]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=877</guid>
		<description><![CDATA[Sala była zatłoczona w większości przez starsze damy. Chodziło o jakąś nową religię czy sektę. Jeden z mówców, ubrany jedynie w turban i przepaskę na biodrach, podniósł się, by zabrać głos. Mówił z przejęciem o władzy Umysłu nad Materią i Psyche nad Ciałem. Wszyscy słuchali go z zapartym tchem. Gdy skończył, wrócił na swoje miejsce, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-medium wp-image-878" style="margin-left: 5px; margin-right: 5px; float:left" title="3228239932_e08a9f3b04_z" src="http://www.wlasnalegenda.pl/wp-content/uploads/2010/10/3228239932_e08a9f3b04_z-300x202.jpg" alt="" width="150" height="101" />Sala była zatłoczona w większości przez starsze damy. Chodziło o jakąś nową religię czy sektę. Jeden z mówców,<br />
ubrany jedynie w turban i przepaskę na biodrach, podniósł się, by zabrać głos. Mówił z przejęciem<br />
o władzy Umysłu nad Materią<br />
i Psyche nad Ciałem.</p>
<p>Wszyscy słuchali go z zapartym tchem. Gdy skończył, wrócił na swoje miejsce, dokładnie naprzeciw mnie. Siedzący na sąsiednim krześle zwrócił się do niego i zapytał grzmiącym szeptem:</p>
<p>—	Pan naprawdę wierzy w to, co mówi, że ciało nic nie czuje,<br />
tylko wszystko mieści się w umyśle<br />
i że na umysł można świadomie wpływać swoją wolą?</p>
<p>—	Oczywiście, że w to wierzę — odpowiedział hochsztapler z nabożnym przekonaniem.<br />
—	W takim razie — odparł jego sąsiad — czy moglibyśmy się zamienić miejscami? Bo widzi pan, siedzę w przeciągu&#8230;</p>
<p><em>Ile razy próbowałem praktykować to, czego uczę? Gdybym się ograniczył do uczenia tego, co praktykuję, byłbym znacznie mniejszym hochsztaplerem.</em></p>
<p><em><br />
</em></p>
<p class="zrodlo"><img class="alignright" style="float: right;" src="/img/ksiazki/spiew-ptaka.jpg" alt="Śpiew ptaka" width="40" height="60" />źródło: <a title="Śpiew ptaka" rel="nofollow" href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=91476&amp;idp=748" target="_blank">Śpiew ptaka</a></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=877&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/877/obludnik/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pójdę bezpowrotnie daleko hen</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/848/pujde-bezpowrotnie-daleko-hen/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/848/pujde-bezpowrotnie-daleko-hen/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 12 Oct 2010 16:48:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jan Przemysław Haber</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inspirujące Historie]]></category>
		<category><![CDATA[Różne Historie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=848</guid>
		<description><![CDATA[Sala 13, zapełniła się. Młodzi uczniowie w rozbawieniu czekali na lekcję matematyki, śmiejąc się i wygłupiając. W jednej z ławek siedział Janek, chłopak o czarnych włosach rozczochranych przez wplecione weń drrzace ręce podpierające głowę. Garbił się nad chudą czarną książką, czytał jeden wiersz potem zamykał książkę i otwierał w losowym miejscu by odczytać następny. Jeśli [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Sala 13, zapełniła się. Młodzi uczniowie w rozbawieniu czekali na lekcję matematyki, śmiejąc się i wygłupiając. W jednej z ławek siedział Janek, chłopak o czarnych włosach rozczochranych przez wplecione weń drrzace ręce podpierające głowę. Garbił się nad chudą czarną książką, czytał jeden wiersz potem zamykał książkę i otwierał w losowym miejscu by odczytać następny. Jeśli ktokolwiek patrzył wtedy na niego widział że sprawia mu to trud jak zajda rowerem pod wiatr, w górę stromego wzniesienia i w czasie zimnego deszczu.</p>
<p>W końcu odsunął krzesło chwycił za swój zeszyt i cisną nim w ścianę. Ten rozbił się z hukiem i spadł na ziemię, nie robiąc większego wrażenia na zebranych w klasie. Janek podszedł do tablicy, nagryzmolił na niej szybko &#8222;strona 31&#8243; i bez słowa opuścił salę&#8230;.</p>
<p>Kilka minut puźniej pojawiła się nauczycielka, i spokojnie zaczęła odczytywać listę obecności.</p>
<p>-</p>
<p>- Jestem</p>
<p>- Jan Haber!- nikt nie odpowiedział, a matematyczka zaczęła rozglądać się po klasie- Haber! jest?</p>
<p>- nie ma go! On wychodził? Tak nie ma go! Może się spuźni bo zostawił plecak i książki na ławce</p>
<p>-</p>
<p>-</p>
<p>-</p>
<p>- Dyżurny tablica- szczupła blondynka podeszła śpiesznie i zaczęła ścierać tablicę &#8222;Strona 31?&#8221; &#8222;Janek to pisał?&#8221;. Chłopak nie pojawił się już na lekcji. Dyżurna o blod włosach podeszła do jego ławki, podniosła żucąną w nieładzie książkę i odszukała stronę 31.</p>
<p>Błogo bardzo sławił będę ten dzień</p>
<p>&#8230;&#8230;.</p>
<p>Pójdę bezpowrotnie daleko, hen</p>
<p>Kiedy na nowo się narodzę;</p>
<p>Wszędzie na miłość głuchy jak pień,</p>
<p>Będę w sadach obrywał czereśnie.</p>
<p>Zebrała książki leżące na jego ławce i schowała do plecaka, który powoli zamknęła.</p>
<p>Janek nie pojawił się już, dziś a ni wcale w szkole, chodził polnymi drógami, i zrywał w sadach czereśnie, żałując tego jak postąpił. Jedni za nim tęsknili inni obwiniali samych siebie, ale większość nie odczuła jeo braku&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;&#8230;</p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=848&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/848/pujde-bezpowrotnie-daleko-hen/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trzy sznurki (sen ks. Bosko)</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/818/trzy-sznurki-sen-ks-bosko/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/818/trzy-sznurki-sen-ks-bosko/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 10 Oct 2010 20:00:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>owieczka126p</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne Historie]]></category>
		<category><![CDATA[Bóg]]></category>
		<category><![CDATA[przebudzenie]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>
		<category><![CDATA[strach]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<category><![CDATA[wolność]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=818</guid>
		<description><![CDATA[Święty Jan Bosko bardzo kochał swych chłopców i pragnął przede wszystkim pomagać im, aby byli dobrzy i aby wyrastali w wierze chrześcijańskiej. Tłumaczył im dlatego, jak ważny jest sakrament pokuty. Właśnie w tym celu opowiedział im pewnego razu swój dziwny sen. &#8222;Śniło mi się, że znajduję się w kościele, pośród tłumu chłopców, którzy przygotowywali się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Święty Jan Bosko bardzo kochał swych chłopców i pragnął przede wszystkim pomagać im, aby byli dobrzy i aby wyrastali w wierze chrześcijańskiej. Tłumaczył im dlatego, jak ważny jest sakrament pokuty. Właśnie w tym celu opowiedział im pewnego razu swój dziwny sen.</p>
<p>&#8222;Śniło mi się, że znajduję się w kościele, pośród tłumu chłopców, którzy przygotowywali się do spowiedzi. Wielu z nich otaczało mój konfwsjonał.</p>
<p>W pewnym momencie ujrzałem zaskoczony, że wielu z tych chłopców miało trzy sznurki wokół szyi.</p>
<p>- Dlaczego trzymasz te sznurki wokół szyi? &#8211; spytałem jednego. &#8211; Zdejmij je!</p>
<p>- Nie mogę &#8211; odpowiedział. &#8211; Jest ktoś za mną, kto je trzyma!</p>
<p>Zbliżyłem się i zobaczyłem, że za jego plecami wystawały dwa duże rogi. Spojrzałem uważniej i zauważyłem, że to pazury okropnego potwora o strasznym pysku trzymały sznurki. Posłałem ministranta po wodę święconą. W tym czasie zauważyłem, że wielu innych chłopców miało na plecach takiego potwora. Trzymając kropidło niczym broń, spytałem jednego z tych potworów:</p>
<p>- Kim jesteś?</p>
<p>Bestia zgrzytając zębami skręciła się w sposób straszliwy i nagle zauważyłem, że trzyma w ręce sznurki, przypominające sznurki marionetki.</p>
<p>- Co robisz z tymi sznurkami? Mów, w przeciwnym razie, poleję cię wodą święconą! &#8211; zagroziłem.</p>
<p>Potwór skulił się przerażony.</p>
<p>- Pierwszy sznurek powstrzymuje chłopców od wyznania wszystkich grzechów &#8211; odpowiedział drżąc.</p>
<p>- A drugi?</p>
<p>- Drugi powoduje, że zanika wszelka skrucha.</p>
<p>- A trzeci? &#8211; nalegałem.</p>
<p>- Nie chcę ci tego powiedzieć! &#8211; stwierdziła gwałtownie bestia.</p>
<p>- Wobec tego zrobię ci kąpiel w wodzie święconej!</p>
<p>- Nie, nie! Już mówię. Trzeci nie pozwala chłopcom uczynić mocnego postanowienia poprawy i posłuchać słów spowiednika.</p>
<p>Teraz wiedziałem już wystarczająco dużo. Podniosłem kropidło i pokropiłem wodą święconą jego towarzyszy. W jednym momencie uciekli, wydając krzyk tak przenikliwy, że się obudziłem&#8221;.</p>
<p>Bruno Ferrero &#8222;Nowe historie&#8221;</p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=818&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/818/trzy-sznurki-sen-ks-bosko/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Księga skarbu</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/816/ksiega-skarbu/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/816/ksiega-skarbu/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 10 Oct 2010 19:42:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>owieczka126p</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne Historie]]></category>
		<category><![CDATA[bogacenie się]]></category>
		<category><![CDATA[inspiracje]]></category>
		<category><![CDATA[mądrość]]></category>
		<category><![CDATA[praca]]></category>
		<category><![CDATA[rozwój osobisty]]></category>
		<category><![CDATA[sens życia]]></category>
		<category><![CDATA[świadomość]]></category>
		<category><![CDATA[szczęście]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=816</guid>
		<description><![CDATA[W małym mieście perskim, za czasów wielkiego szacha Selciuka, żyła pewna wdowa, która miała tylko jednego syna. Gdy poczuła, że kończy się jej ziemska wędrówka, wezwała swego syna i powiedziała do niego: - Życie nasze było trudne, gdyż jesteśmy biedni, ale powierzam tobie wielkie bogactwo: tę oto księgę. Otrzymałam ją od mego ojca, zawiera ona [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W małym mieście perskim, za czasów wielkiego szacha Selciuka, żyła pewna wdowa, która miała tylko jednego syna. Gdy poczuła, że kończy się jej ziemska wędrówka, wezwała swego syna i powiedziała do niego:</p>
<p>- Życie nasze było trudne, gdyż jesteśmy biedni, ale powierzam tobie wielkie bogactwo: tę oto księgę. Otrzymałam ją od mego ojca, zawiera ona wszystkie wskazówki niezbędne, aby dojść do ogromnego skarbu. Ja nie miałam nigdy dość sił ani czasu, by ją przeczytać, teraz powierzam ją tobie. Stosuj się do jej wskazówek, a staniesz się bardzo bogaty.</p>
<p>Syn przezwyciężywszy głęboki smutek po stracie matki, zaczął czytać grubą księgę, którą rozpoczynały następujące słowa: &#8222;Aby dojść do skarbu, czytaj stronę po stronie. Jeżeli przejdziesz od razu do końcowych wniosków, księga zniknie w czarodziejski sposób i nie będziesz mógł osiągnąć skarbu&#8221;.</p>
<p>Następnie były opisane wielkie bogactwa zgromadzone w dalekiej krainie i bardzo dobrze strzeżone w pewnej jaskini.</p>
<p>Niestety po pierwszych stronach tekstu perskiego, następował tekst w języku arabskim. Młodzieniec, który już widział siebie w roli bogacza, w żaden sposób nie mógł narażać się na to, by przygodny tłumacz zawładnął skarbem, przekazawszy mu jedynie fałszywe informacje. Sam zaczął więc z zapałem studiować język arabski. Po pewnym czasie mógł już przeczytać tekst. Ale oto po kilku stronach natknął się na tekst napisany po chińsku, a potem jeszcze w innych językach, które młodzieniec z wielkim zapałem zaczął poznawać. W tym czasie, aby utrzymać się, wykorzystał doskonałą znajomość języków i wkrótce zasłynął w stolicy jako jeden z najlepszych tłumaczy. Dzięki temu przestał być biedny.</p>
<p>Po wielu stronicach napisanych w różnych językach, w księdze znalazły się wskazówki, jak administrować skarbem, gdy się go osiągnie. Młodzieniec chętnie zapoznał się z ekonomią, rachunkowością oraz zasadami wyceny szlachetnych metali i kamieni, dóbr ruchomych i nieruchomości, aby nie zostać oszukanym, dgdy posiądzie skarb.</p>
<p>Wykorzystywał też przyswojone sobie wiadomości, aby zapewnić sobie lepszy poziom życia, a jego sława poligloty i zdolnego ekonomisty dotarły aż na zamek szacha. Szach rozkazał przyjąć go do zespołu swych doradców. Początkowo powierzał mu drobne zadania, a potem, gdy poznał go lepiej, zlecał mu trudne i delikatne misje, wreszcie mianował go generalnym administratorem imperium.</p>
<p>Ostatnia strona</p>
<p>Młodzieniec nie zapomniał o kontynuowaniu lektury swej książki, która wprowadziła go również w tajniki budowy wielkiego mostu oraz wyciągów i maszyn potrzebnych, by dostać się do dna jaskini. Mówiła o tym, jak otworzyć kamienne drzwi, jak usuwając wielkie głazy, wypełniające wąwozy i zapadliska, aby wyrównać drogę i o innych podobnych sprawach.</p>
<p>Nie chcąc powierzyć nikomu swej tajemnicy i nie pozwalając pomagać sobie &#8211; syn wdowy, który stał się wkrótce człowiekiem wszechstronnie wykształconym i ogólnie szanowanym, zapoznał się z inżynierią i urbanistyką tak dobrze, że szach doceniając jego umiejętności i kulturę, mianował go ministrem i nadwornym architektem, a później &#8211; premierem. Nie było w królestwie drugiego człowieka tak wykształconego i obeznanego we wszystkich naukach, jak ów czytelnik &#8222;księgi skarbu&#8221;.</p>
<p>W dniu, w którym zaślubił córkę szacha, młodzieniec dotarł do ostatniej strony księgi. Z bijącym sercem chwycił brzeg ostatniej strony, wreszcie miał poznać ostateczne objaśnienie.</p>
<p>Wolno przewrócił stronę i&#8230; wybuchnął śmiechem. Był to śmiech zdumienia, radości i wdzięczności.</p>
<p>Ostatnią stronę stanowiła metalowa, doskonale wypolerowana płytka, w której można się było przejrzeć. Syn wdowy ujrzał swe oblicze. Oblicze człowieka dojrzałego, świadomego, dzielnego, mądrego, przygotowanego do wielkiej kariery. A wszystko to dzięki księdze, podarowanej mu przez matkę. Wielkim skarbem był on sam, a księga pomogła mu to odkryć.</p>
<p>Bruno Ferrero &#8222;Nowe historie&#8221;</p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=816&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/816/ksiega-skarbu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Trzy drzewa</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/793/trzy-drzewa/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/793/trzy-drzewa/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 01 Oct 2010 15:48:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>owieczka126p</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne Historie]]></category>
		<category><![CDATA[Bóg]]></category>
		<category><![CDATA[cierpienie]]></category>
		<category><![CDATA[Sprawiedliwość]]></category>
		<category><![CDATA[wiara]]></category>
		<category><![CDATA[życie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=793</guid>
		<description><![CDATA[Na szczycie góry, pokrytej pastwiskami i lasem pachnącym żywicą, wyrosły pewnego dnia trzy małe drzewka. Początkowo były tak delikatne i zielone, że nie różniły się prawie od traw i kwiatków, rosnących wokół nich. Ale po kolejnych wiosnach ich małe pnie rozrosły się. Jesienne i zimowe walki z wiatrem i burzami napełniły je zuchwałą radością. Z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na szczycie góry, pokrytej pastwiskami i lasem pachnącym żywicą, wyrosły pewnego dnia trzy małe drzewka. Początkowo były tak delikatne i zielone, że nie różniły się prawie od traw i kwiatków, rosnących wokół nich.</p>
<p>Ale po kolejnych wiosnach ich małe pnie rozrosły się. Jesienne i zimowe walki z wiatrem i burzami napełniły je zuchwałą radością.</p>
<p>Z wysokości swego zielonego domu spoglądały na świat i marzyły.</p>
<p>Jak wszyscy, którzy dorastają, marzyły o tym, czym będą w przyszłości.</p>
<p>TRZY MAŁE, WIELKIE MARZENIA</p>
<p>Pierwsze drzewo patrzyło na gwiazdy, które błyszczały niczym diamenty, upięte na czarnym aksamicie nocy.</p>
<p>-  Ja przede wszystkim pragnę być piękne. Strzec skarbu &#8211; powiedziało. &#8211; Pragnę być pokryte złotem i zawierać drogie kamienie. Stanę się najpiękniejszą szkatułą dla skarbów  świata.</p>
<p>Drugie drzewo spoglądało na strumyk, który wijąc się spływał z góry, torując sobie drogę ku morzu. Woda płynęła i płynęła, szumiąc i żartując z kamieniami. Dopiero co była tu, a zaraz potem znikała na horyzoncie. I nic nie zdołało jej zatrzymać.</p>
<p>- Ja chcę być silne. Będę wielkim żaglowcem &#8211; powiedziało. &#8211; Pragnę pływać po bezkresnych oceanach i przewozić kapitanów i potężnych królów. Stanę się najsilniejszym statkiem świata.</p>
<p>Trzecie drzewo podziwiało dolinę, która rozciągała się u stóp góry i spoglądało na miasto, które widoczne było poprzez jasnoniebieskawą mgłę. Tam w dole rojno było od mężczyzn i kobiet.</p>
<p>- Ja nie chcę opuścić tej góry &#8211; powiedziało. &#8211; Chcę tak bardzo wyrosnąć, by ludzie zatrzymując się i spoglądając na mnie, musieli unieść oczy ku niebu i pomyśleć o Bogu. Stanę się największym drzewem świata.</p>
<p>TRZEJ DRWALE</p>
<p>Lata mijały. Padały deszcze, świeciło słońce i małe drzewa stały się dużymi i okazałymi drzewami.</p>
<p>Pewnego dnia trzech drwali weszło na górę ze swymi siekierami przewieszonymi przez ramię.</p>
<p>Jeden z drwali obejrzał dokładnie pierwsze drzewo i poweidział:</p>
<p>- To jest piękne drzewo. Jest doskonałe.</p>
<p>Po kilku minutach, pod sprawnym uderzeniem siekiery, drzewo zwaliło się na ziemię.</p>
<p>- Teraz zamienię się we wspaniałą szkatułę &#8211; pomyślało drzewo. &#8211; Powierzą mi bajkowy skarb.</p>
<p>Drugi drwal spojrzał na drugie drzewo i powiedział:</p>
<p>- To drzewo jest silne i solidne. Takie właśnie jest mi potzrebne.</p>
<p>Uniósł siekierę, która błysnęła w słońcu i powali drzewo.</p>
<p>- Odtąd pływać będę po nieskończonych oceanach i morzach &#8211; pomyślało drugie drzewo. &#8211; Stanę się statkiem godnym króla.</p>
<p>Trzecie drzewo zamarło, gdy spojrzał na nie drwal.</p>
<p>- Dla mnie każde drzewo jest dobre &#8211; powiedział drwal. Siekiera zabłysła w powietrzu. Wkrótce i trzecie drzewo leżało na ziemi.</p>
<p>Ich gałęzie, które do niedawna żartowały z wiatrem i chroniły ptaki i wiewiórki, zostały obcięte jedne po drugich.</p>
<p>Drwale stoczyli trzy pnie po zboczu góry aż na nizinę.</p>
<p>&#8222;DLACZEGO MNIE TO SPOTYKA?&#8221;</p>
<p>Pierwsze drzewo ucieszyło się, gdy drwal zawiózł je do stolarza. Ale stolarz ani myślał robić z niego szkatuły. Swymi stwardniałymi rękoma zmienił pień w żłób dla zwierząt. Drzewo, które kiedyś było piękne, nie zostało pokryte złotą blachą ani nie wypełniło się kosztownościami. Wypełniono je sianem, aby nakarmić głodne zwierzęta, należące do gospodarstwa.</p>
<p>Drugie drzewo uśmiechnęło się, gdy drwal przetransportował je do stoczni, ale tego dnia nikt nie myślał o budowie żaglowca. Uderzeniem młotka i piły drzewo zostało zamienione w zwykłą łódź rybacką. Była zbyt mała i słaba, by pływać po oceanach lub nawet po rzece. Łódź przetransportowano nad jezioro. Codziennie przewoziła ryby, które nasyciły ją nieprzyjemnym zapachem.</p>
<p>Trzecie drzewo zasmuciło się bardzo, gdy drwal ociosał je i pociął na chropowate belki, które złożył na podwórzu.</p>
<p>- Dlaczego mnie to spotyka? &#8211; pytało drzewo przypominając sobie czasy, gdy walczyło z wiatrem na szczycie góry. &#8211; Chciałem tylko znajdować się na szczycie i zachęcać ludzi do myślenia o Bogu.</p>
<p>Minęło wiele dni i wiele nocy. Trzy drzewa zapomniały prawie o swych marzeniach.</p>
<p>DZIECKO, PODRÓŻNY,  SKAZANIEC</p>
<p>Ale pewnej nocy złote światło gwiazdy pogłaskało swymi promieniami pierwsze drzewo właśnie w momencie, gdy młoda Matka z nieskończoną czułością kładła w żłobie swe Dziecko, dopier co narodzone.</p>
<p>- Wolałbym zrobić dla Niego kołyskę &#8211; wyszeptał Jej Mąż. Młoda Matka uśmiechnęła się do Niego, a światło gwiazdy błyszczało na zużytych deskach, które ongiś było pierwszym drzewem.</p>
<p>- Ten żłóbek jest wspaniały &#8211; rzekłacicho.</p>
<p>W tym momencie pierwsze drzewo zrozumiało, że zawiera najcenniejszy skarb świata.</p>
<p>Mijały dni i noce. Pewnej nocy zmęczony Podróżnik wraz z przyjaciółmi wsiadł do starej łodzi rybackiej, która ongiś była drugi drzewem.</p>
<p>Podczas, gdy drzewo, które stało się łodzią spokojnie płynęło po wodzie jeziora, Podróżny zasnął.</p>
<p>Nagle przy huku grzmotu, wśród błyskawic i gwałtownych fal, zerwała się burza.</p>
<p>Małe drzewo drżało. Wiedziało, że nie wystarczy mu mocy, by uratować tyle osób przy tym wietrze i gwałtowności fal. Boki łodzi trzeszczały ciężko z wysiłku.</p>
<p>Zatrwożeni przyjaciele zbudzili tajemniczego Podróżnego. Mężczyzna wstał, rozpostarł ramiona i powiedział do jeziora:</p>
<p>- Ucisz się! Uspokój się!</p>
<p>Burza natychmiast uciszyła się i nastała wielka cisza.</p>
<p>W tym momencie drugie drzewo zrozumiało, że przewozi Króla nieba, ziemi i nieskończonych oceanów.</p>
<p>Krótko potem pewnego piątkowego poranka, trzecie drzewo zdziwiło się bardzo, gdy jego surowe belki zostały wyciągnięte ze stosu zapomnianego drzewa. Przetransportowano je pośród zagniewanego i krzyczącego tłumu, rzucono na obolałe ramiona Mężczyzny, który później został na nim ukrzyżowany. Biedne drzewo poczuło się straszliwie, gorzko płakało, podtrzymując to biedne, umęczone ciało.</p>
<p>GDY WSTAŁO SŁOŃCE</p>
<p>Ale w niedzielę rano, gdy słońce stało wysoko na niebie, a cała ziemia drżała z przeogromnej radości, trzecie drzewo dowiedziało się, że miłość Boga przemieniła wszystko.</p>
<p>Z pierwszego drzewa zrobiła cudowną szkatułę dla największego Skarbu. Drugie drzewo uczyniła silnym przewoźnikiem Stwórcy nieba i ziemi. A ilekroć jakaś osoba będzie myślała o trzecim drzewie, myśleć będzie również o Bogu.</p>
<p>Bruno Ferrero &#8222;Nowe historie&#8221;</p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=793&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/793/trzy-drzewa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dlaczego na świecie są pustynie?</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/790/dlaczego-na-swiecie-sa-pustynie/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/790/dlaczego-na-swiecie-sa-pustynie/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 30 Sep 2010 10:38:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>owieczka126p</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne Historie]]></category>
		<category><![CDATA[Bóg]]></category>
		<category><![CDATA[dobro]]></category>
		<category><![CDATA[religia]]></category>
		<category><![CDATA[Sprawiedliwość]]></category>
		<category><![CDATA[świadomość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=790</guid>
		<description><![CDATA[Gdy mali Marokańczycy patrzą na ogromne obszary piasku i kamieni Sahary, która otacza ich wsie, dziadkowie opowiadają im ciekawą historię: - Czy w to uwierzycie, czy nie, niegdyś cała ziemia była zielona i świeża niczym dopiero co rozwinięty świeży liść. Tysiące strumyków płynęło wśród traw, a figi, pomarańcze, cedry i daktyle rosły na tej samej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Gdy mali Marokańczycy patrzą na ogromne obszary piasku i kamieni Sahary, która otacza ich wsie, dziadkowie opowiadają im ciekawą historię:</p>
<p>- Czy w to uwierzycie, czy nie, niegdyś cała ziemia była zielona i świeża niczym dopiero co rozwinięty świeży liść. Tysiące strumyków płynęło wśród traw, a figi, pomarańcze, cedry i daktyle rosły na tej samej gałęzi. Lew bawił się z barankiem, a plemiona ludzkie żyły w pokoju i nie wiedziały, co to zło.</p>
<p>Na początku świata Pan powiedział do ludzi:</p>
<p>- Ten ukwiecony ogród należy do was i wasze są jego owoce. Pamiętajcie jednak, że po każdym złym uczynku, spuszczę na ziemię ziarnko piasku, więc któregoś dnia zielone drzewa i świeża woda mogą przestać istnieć.</p>
<p>Przez długi czas respektowano ostrzeżenie i pamiętano o nim, ale pewnego dnia dwaj beduini pokłócili się o wielbłąda i gdy tylko pierwsze złe słowo zostało wypowiedziane, Pan zrzucił na ziemię ziarnko piasku tak maleńkie i lekkie, że nikt go nie zauważył.</p>
<p>Szybko za słowami nastąpiły czyny i spadło wiele nowych ziarenek, a mały kopczyk piasku powoli robił się coraz większy.</p>
<p>Ludzie wówczas przystanęli i patrzyli na niego zaciekawieni.</p>
<p>- Co to jest, o Panie plemion? &#8211; spytali Allaha.</p>
<p>- Jest to owoc waszych złych czynów &#8211; odpowiedział. &#8211; Ilekroć postąpicie niewłaściwie, gdy podniesiecie rękę na brata, gdy będziecie kłamać i oszukiwać, nowe ziarnko piasku dołączy do już istniejących i kto wie, czy któregoś dnia piasek nie pokryje całej ziemi.</p>
<p>Ale ludzie zaczęli się śmiać.</p>
<p>- Nawet, gdybyśmy byli najgorszymi z najgorszych, nie wystarczyłoby milionów lat, aby ten lekki piasek mógł zrobić nam coś złego. A poza tym, któż bałby się odrobiny piasku?</p>
<p>I znów zaczęli oszukiwać, walczyć jeden z drugim, plemię z plemieniem, aż piasek pokrył zielone pastwiska i pola, uniemożliwił bieg strumyków i wypędził zwierzęta daleko, w poszukiwaniu pożywienia i wody.</p>
<p>W ten sposób powstała pustynia i odtąd plemiona błąkają się pomiędzy wydmami piaskowymi, z namiotami i wielbłądami, wspominając utraconą zieloną ziemię. A niekiedy, pośrodku pustyni, śnią i widzą rzeczy, których już nie ma: niebieskie jeziora i kwitnące drzewa. Ale są to wizje, które zaraz znikają i ludzie nazywają je mirażami. Jedynie tam, gdzie ludzie zachowali prawa Allaha istnieją jeszcze zielone palmy i czyste źródła, a piasek nie może ich wyeliminować, ale otacza je tak, jak morze otacza wyspy. Podróżni nazywają je oazami i tam zatrzymują się, by znaleźć odpoczynek i pokrzepienie, wspominając zawsze słowa Pana, skierowane do plemion: &#8222;Nie zamieniajcie mojego zielonego świata w nieskończoną pustynię&#8221;.</p>
<p>Oto teraz wiecie, dlaczego na ziemi są pustynie.</p>
<p>Bruno Ferrero &#8222;Nowe historie&#8221;</p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=790&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/790/dlaczego-na-swiecie-sa-pustynie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>PSZENICA Z GROBÓW EGIPSKICH</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/704/pszenica-z-grobow-egipskich/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/704/pszenica-z-grobow-egipskich/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 13 Aug 2010 08:14:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne Historie]]></category>
		<category><![CDATA[oświecenie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=704</guid>
		<description><![CDATA[W grobie jednego ze starożytnych faraonów egipskich znaleziona garść ziaren pszenicy. Miały pięć tysięcy lat. Ktoś zasiał ziarna i podlewał. I ku ogólnemu zdumieniu ziarna ożyły i wykiełkowały. Po pięciu tysiącach lat. Kiedy ktoś jest oświecony, jego słowa są jak nasiona, pełne życia i energii. I mogą zachować formę nasion przez wieki, aż zostaną zasiane [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W grobie jednego ze starożytnych faraonów egipskich znaleziona garść ziaren pszenicy. Miały pięć tysięcy lat. Ktoś zasiał ziarna i podlewał. I ku ogólnemu zdumieniu ziarna ożyły i wykiełkowały. Po pięciu tysiącach lat. </p>
<p><em>Kiedy ktoś jest oświecony, jego słowa są jak nasiona, pełne życia i energii. I mogą zachować formę nasion przez wieki, aż zostaną zasiane w serce żyzne i otwarte. Zwykłem był myśleć, że słowa pisane są martwe i suche. Teraz wiem, że są pełne energii i życia. To moje serce było zimne i martwe, jakże więc mogło w nim coś wyrosnąć?</em></p>
<p class="zrodlo"><img class="alignright" style="float: right;" src="/img/ksiazki/spiew-ptaka.jpg" alt="Śpiew ptaka" width="40" height="60">źródło: <a title="Śpiew ptaka" rel="nofollow" href="http://www.lideria.pl/sklep/opis?nr=91476&amp;idp=748" target="_blank">Śpiew ptaka</a></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=704&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/704/pszenica-z-grobow-egipskich/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak w 90 dni pokonałem raka? &#8211; fragment</title>
		<link>http://www.wlasnalegenda.pl/692/jak-w-90-dni-pokonalem-raka-fragment/</link>
		<comments>http://www.wlasnalegenda.pl/692/jak-w-90-dni-pokonalem-raka-fragment/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Apr 2010 16:13:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ulo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Różne Historie]]></category>
		<category><![CDATA[choroba]]></category>
		<category><![CDATA[cierpienie]]></category>
		<category><![CDATA[rodzina]]></category>
		<category><![CDATA[siła umysłu]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.wlasnalegenda.pl/?p=692</guid>
		<description><![CDATA[Autobiografia oraz geneza powstania choroby Nazywam się Marek Kidziński, urodziłem się 9 lipca 1983 roku w Dzierżoniowie wraz z bratem bliźniakiem, Michałem. Jestem spod znaku Raka. Dzieciństwo miałem bardzo dobre, rodzice o nas bardzo dbali, kochali nas, zresztą jest tak do dzisiaj. Mieliśmy z bratem kochanych dziadków, którzy niestety odeszli w 2002 roku oraz ciotki, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Autobiografia oraz geneza powstania choroby</p>
<p>Nazywam się Marek Kidziński, urodziłem się 9 lipca 1983 roku w Dzierżoniowie wraz z bratem bliźniakiem, Michałem. Jestem spod znaku Raka. Dzieciństwo miałem bardzo dobre, rodzice o nas bardzo dbali, kochali nas, zresztą jest tak do dzisiaj. Mieliśmy z bratem kochanych dziadków, którzy niestety odeszli w 2002 roku oraz ciotki, które zawsze o nas pamiętały i zarzucały nas różnymi prezentami. Szkołę podstawową tak jak mój brat ukończyłem z wyróżnieniem, a później ukończyłem Liceum Techniczne w Zespole Szkół Radiotechnicznych w Dzierżoniowie. Mój brat uczęszczał do tej samej szkoły, tyle tylko, że do technikum. Zdałem też maturę i nie kontynuowałem nauki. Do 21 roku życia nie przechodziłem poważniejszych chorób.<br />
<span id="more-692"></span><br />
Pod koniec 2004 roku na wysokości pasa z tyłu i po prawej stronie z przodu zacząłem odczuwać niewygodę. Po mniej więcej miesiącu do dwóch niewygoda pojawiła się również po stronie prawego jądra. Trwało to do maja 2005 roku. Nie poszedłem od razu do lekarza, aby zrobić badania, co to może być. Jądro do tego czasu zrobiło się o wiele większe i odczuwałem już bóle w okolicy pasa. W związku z tym, że kilka lat wcześniej odczuwałem bóle z powodu korzonków a niewygoda, którą odczuwałem, była tych okolicach, więc myślałem, że to właśnie od tego.</p>
<p>Największe odczułem jakiś tydzień przed świętami Wielkanocnymi i wtedy właśnie udałem się do lekarza, który podszedł do mojej dolegliwości dość obojętnie, stwierdzając na zasadzie wróżby, że jest to najprawdopodobniej piasek w moczowodzie i obrzęk na jądrze jest właśnie tego skutkiem. Była to pani doktor, która poradziła mi, abym przyszedł po świętach, jeśli ból nie ustąpi i wtedy skieruje mnie na badanie USG, ponieważ teraz, jak stwierdziła, nie ma miejsc. Otrzymałem receptę na tabletki przeciwbólowe i w zasadzie byłem zadowolony z diagnozy, bo w sumie chciałem usłyszeć, że to nic poważnego i wierzyłem w to, że kilka tabletek załatwi sprawę. Jak się później okazało, było to błędne myślenie. Tak więc po zażyciu tabletek ból dosyć szybko ustąpił. Święta minęły, a ja już nie miałem takich dolegliwości bólowych jak wcześniej. Mimo że obrzęk nie pomniejszył się, ale i tak dla mnie było to wystarczające wytłumaczenie, żeby nie iść do lekarza po skierowanie. Tym bardziej że zawsze niechętnie tam chodziłem &#8211; właściwie też dlatego, że się nie przyzwyczaiłem, bo po prostu mało chorowałem, a drugą sprawą było lenistwo. Ogólnie nie postąpiłem najlepiej &#8211; jak się okazało później.</p>
<p>W momencie, kiedy zacząłem odczuwać dolegliwości związane z jądrem stałem się bardzo nerwowy, wybuchowy, nie mogłem dogadać się ani z bratem ani z rodzicami. Czasem sam się nie poznawałem i zastanawiałem się, dlaczego tak się zmieniłem. Dużo tez zacząłem palić papierosów, jak również pić więcej alkoholu. Nie słuchałem rad brata ani rodziców, którzy mi nic złego nie mówili, bo przecież widzieli, co się dzieje i chcieli dobrze. Wiem, że ich to bardzo bolało. Teraz wiem, dlaczego tak się działo. To choroba, która podstępnie wkradła się do mojego organizmu poczyniła takie zmiany.</p>
<p>Ale wróćmy do kwietnia 2005 roku. Mniej więcej w połowie tego miesiąca dostałem powołanie do wojska. Kiedy je otrzymałem, pierwsze co zrobiłem to napisałem wniosek o służbę zastępczą. Ale gdy dowiedziałem się, jakie trzeba spełnić warunki i jak wygląda oraz ile trwa służba zastępcza zmieniłem zdanie. I tak pojechałem pod koniec kwietnia do WKU w Świdnicy, ponieważ dostałem kilka dni na zastanowienie się i zdecydowałem, że jednak będzie to służba zasadnicza. Okazało się, że 4 maja 2005 roku o godzinie 1000 mam się stawić do Jednostki Wojskowej nr 2399 w Świętoszowie.</p>
<p>Nie ukrywam, że miałem dużą niechęć do służby wojskowej od kiedy ukończyłem szkołę średnią w 2002 roku. Tak więc przez trzy lata miałem trochę stresu a jak się później okazało, było to przyczyną szybszego postępowania choroby, ponieważ nowotwór po prostu kocha stres.</p>
<p>Tak więc rano 4 maja pojechałem wraz z tatą i właściwie sam się odwiozłem do Świętoszowa. Tato pojechał, a ja zostałem za bramą. Może nie dla każdego, ale na pewno dla przynajmniej połowy ludzi, którzy tam trafiają, jak i dla mnie, wejście za bramę i kilka pierwszych dni było niezłym szokiem. W co wcześniej ciężko było mi uwierzyć jak słyszałem to od znajomych i kolegów, którzy już tam byli.</p>
<p>Była to środa, a już w niedzielę przyjechali do mnie rodzice w odwiedziny. Nie do końca jednak miałem dobre samopoczucie, ponieważ wiedziałem, że nie jest ze mną do końca OK &#8211; jeśli chodzi o mój stan zdrowa. To mi dosyć mocno przeszkadzało w normalnym funkcjonowaniu.</p>
<p>Po prawie dwóch tygodniach pobytu w jednostce i po rozmowie z tatą doszedłem do wniosku, że mam <strong>przepuklinę</strong> i zapisałem się do lekarza. Lekarz w Garnizonowej Izbie Chorych stwierdził <strong>zapalenie jądra</strong>. Przyznam, że może to dziwnie zabrzmieć, lecz nie byłem specjalnie zadowolony. Nie dlatego, że byłem chory, tylko dlatego, że zapalenie nie jest bardzo poważnym schorzeniem a ja chciałem po prostu szybciej zakończyć swoją &#8222;karierę&#8221; w wojsku i miałem nadzieję, że jest to coś poważniejszego. Od lekarza wojskowego usłyszałem, że przepuklina nie zwalnia mnie z obowiązku odbycia służby wojskowej i dosyć krótko (bo około dwóch tygodni) trwa rekonwalescencja, jednak zawsze przepuklina jest poważniejsza niż zapalenie (przynajmniej poważniej brzmi) i tak myślałem w tamtej chwili.</p>
<p>Tak więc zostałem na izbie chorych. Był poniedziałek 16 maja i byłem tam do 24 maja. W tym czasie byłem cztery razy w 105 Szpitalu Wojskowym w Żarach, gdzie musiałem zrobić kilka badań. Pierwszym razem 19 maja byłem tylko u pani doktor &#8211; urolog, która po zbadaniu skierowała mnie na USG moszny, które zrobiłem dopiero następnego dnia i po tym badaniu stwierdzono u mnie <strong>wodniaka jądra prawego</strong>, co dało mi wiele do myślenia, ale pielęgniarka na wspomnianej wcześniej izbie chorych uspokoiła mnie, mówiąc że to nie jest aż takie poważne, jak myślałem. Jednak trzeba to szybko zacząć leczyć, bo skutkiem może być bezpłodność.</p>
<p>Później miałem dwa dni przerwy, gdyż był weekend, tak więc niepewność trwała dwa dni, niby krótko, ale w mojej sytuacji trwało to naprawdę długo. Ale bardzo nie byłem przejęty, bo właściwie jeszcze nic złego się nie wydarzyło, a ja cały czas starałem się jak najwięcej być dobrej myśli. W niedzielę odwiedzili mnie rodzice. Przywieźli mi telefon, żebyśmy mieli ze sobą cały czas kontakt, bo jednak do Świętoszowa był kawałek drogi, a chciałem, by rodzina była na bieżąco z tym, co się ze mną dzieje.</p>
<p>W poniedziałek miałem już badanie krwi, które jak się okazało miało już wiele wyjaśnić. Na wyniki czekałem około dwie godziny i w ogóle nie myślałem, że może być coś nie tak. Ale gdy je otrzymałem byłem pewny, że nie jest dobrze, ponieważ wyniki wybiegały w ogóle poza normy, a utwierdziła mnie w tym pani urolog, u której miałem wizytę po otrzymaniu wyników. Oznajmiła mi, że jądra nie da się już uratować i konieczna jest amputacja. Tak więc było już jasne, że jest to <strong>nowotwór jądra</strong>. Jak można zauważyć, zaznaczyłem wszystkie diagnozy, które usłyszałem od lekarzy i jedną, którą stworzyłem sam po rozmowie z tatą. Zrobiłem to po to, żeby pokazać, jak ważne jest to, do kogo trafimy(chodzi mi o lekarza), co usłyszymy i co zrobimy z tą informacją, czy ją zlekceważymy, czy nie. Tak więc gdyby nie działo się to w wojsku, to nie wiem, jaki byłby koniec.</p>
<p>Ale wracając do poprzedniej myśli. Pamiętam, że zapytałem, jakie są szanse na przeżycie i muszę powiedzieć, że odpowiedz pani doktor ucieszyła mnie, ponieważ usłyszałem, że wyleczalność jest na poziomie powyżej 90%. Zostałem jeszcze skierowany na RTG (rentgen) klatki piersiowej i USG jamy brzucha. USG niestety musiałem zrobić dopiero następnego dnia, ponieważ kolejka była tak duża, że niestety już bym nie zdąż}&#8217;!. Dowiedziałem się również, że operacja odbędzie się albo we Wrocławiu albo w jakimś okolicznym szpitalu (okolice Świętoszowa).Po przyjeździe na GICH wróciłem na swój pododdział, ale następnego dnia czekał mnie ostatni wjazd do Żar na ostatnie badanie. USG jamy brzucha wykazało, że mam powiększone węzły chłonne a RTG klatki piersiowej było w porządku, a więc z nie najgorszym nastrojem wróciłem do kolegów z plutonu i kontynuowałem przygotowania do Przysięgi Wojskowej, na której zresztą mnie, jak i kilku żołnierzy, którzy przebywali na izbie chorych miało nie być. Jednak dopuszczono nas i 27 maja 2005 roku zostałem zaprzysiężonym żołnierzem Wojska Polskiego. Była piękna pogoda i chyba taki gorący dzień już się nie zdarzył tego lata. Po przysiędze wraz z rodziną, bo niestety nikogo innego nie zapraszałem, gdyż jak napisałem wcześniej sam nie wiedziałem, jak moja przysięga będzie wyglądać, przyjechałem do domu. Przepustkę miałem do 30 maja 2005 roku. Wyniki, które, jak wcześniej napisałem, robiłem w szpitalu w Żarach były bardzo złe. Ale i tak w tej chwili nie martwiłem się aż tak bardzo, tylko chciałem jak najlepiej spędzić te trzy dni wraz z rodziną, tym bardziej, że po tych trzech dniach, gdy wrócę do Świętoszowa a później trafię do szpitala to długo mnie w domu nie będzie.</p>
<p>Po powrocie do jednostki znów przebywałem na izbie chorych. Tak było do 2 czerwca, kiedy to lekarz z jednostki wojskowej załatwił mi miejsce w Klinice Wojskowej  we Wrocławiu, gdzie  sanitarką zostałem przywieziony. Znalazłem się na oddziale urologii, gdzie czekałem na zabieg. Pierwszy dzień praktycznie przeleżałem. Sytuacja na oddziale wyglądała tak, że nie było tam nikogo, kto byłby chociaż w zbliżonym wieku do mnie, tak więc na początku nudziło mi się strasznie. Wieczorem odwiedzili mnie rodzice, którzy byli akurat tego dnia również we Wrocławiu z Łokusiem (zdrobnienie od imienia Łoker z ang. Walker, był to piesek rasy Moskiewski Pies Stróżujący), którego wyniki też najlepiej nie wyglądały. Muszę tu dodać, że był to piesek znaleziony przez mojego tatę, ale niestety nie chodził o własnych siłach. Tak więc rodzina miała niestety trochę zmartwień a najgorsze jest to, że wszystko działo się w tym samym czasie. Ja byłem pewny, że piesek się nie podda, bo już nieraz udowodnił, że stać go na wiele więcej niż większość psów.</p>
<p>Następnego dnia na porannym obchodzie ordynator stwierdził bez zastanowienia, że operacja musi się odbyć jak najszybciej a poza tym stwierdził, że ja ukrywałem chorobę po to, żeby dostać się do wojska. Dodał jeszcze, że chce się widzieć z moimi rodzicami. Natomiast zabieg miał się odbyć w poniedziałek. Tak więc w sobotę i w niedzielę czekałem i coraz więcej myślałem. W tym samym dniu tj. 3 czerwca dowiedziałem się od lekarza, który jak się później okazało był synem ordynatora i miał mnie operować, tyle tylko, że tym razem dosłownie, że jest to rak. Powiedział to w taki sposób, że niestety nie poczułem się najlepiej. Piszę to dlatego, że dopóki taka osoba jak lekarz tego nie powie jest jeszcze w miarę OK (tak było w moim przypadku), ale gdy się tą informacje usłyszy to niestety człowiek nie wie, co ma ze sobą zrobić ani co ma myśleć. W moim przypadku trwało to na szczęście krótko. Tego samego dnia późnym popołudniem przyjechał do mnie mój tato. Dość długa rozmowa z nim bardzo dużo mi dała. Podczas niej dowiedziałem się bardzo ważnej rzeczy, o której gdzieś kiedyś słyszałem, ale nie przywiązywałem do tego zbyt dużej wagi, jako że będąc zdrowym uważałem po prostu, że jest mi to do niczego nie potrzebne. Było to mianowicie zdanie, które miałem powtarzać minimum 20 razy, 2 razy dziennie. Pamiętam, że tato powiedział mi wtedy, żebym nie robił tego tak, jakbym czytał gazetę, tylko tak, żeby za każdym razem to, co mówię we mnie wchodziło. Zdanie to brzmiało tak: &#8222;Z każdym dniem i pod każdym względem czuje się coraz lepiej i lepiej&#8221;. W sumie proste, ale nie wiedziałem jeszcze wtedy, jaką ta fraza wykonuje pracę w mojej psychice. Oczywiście na plus. Dlatego już z dużo lepszym nastawieniem czekałem na zabieg, tym bardziej, że frazę tą powtarzałem kilkaset razy dziennie, co dopiero sobie uświadomiłem po jakimś czasie, gdyż na co dzień tego nie liczyłem. Daje to naprawdę niesamowity efekt. Z każdym dniem czułem i wiedziałem coraz bardziej, że wszystko będzie OK. Jest to pierwszy raz (oczywiście mowa tu o okresie, kiedy byłem chory), kiedy to mój tato będąc osobą mającą bardzo dużo informacji i wiedząc, że mi to pomoże bez wahania powiedział, co mam robić. Bo jest ważną rzeczą, żeby przy osobie, która jest w podobnej sytuacji był ktoś, kto zachowa &#8222;zimną krew&#8221; i wie co powiedzieć, doradzić.</p>
<p>Zabieg odbył się 06.06.2005 roku. W przeddzień zabiegu miałem rozmowę z anestezjologiem, który na koniec powiedział mi mniej więcej takie zdanie: „Usunięcie jądra to nie jest problem, problem jest dopiero później&#8221;. Dlatego między innymi tak ważna jest psychika, żeby po czymś takim nie załamywać rąk, tylko taką wiadomość traktować tak, aby spłynęła po nas jak po kaczce. Tak więc efekt autosugestii był bardzo szybki. Trzeba jednak pamiętać, żeby robić to z zaangażowaniem, a nie od niechcenia.</p>
<p>Od 6 czerwca wszystko w moim życiu zaczęło się dziać bardzo szybko. Dodam jeszcze, że zabieg skończył się około godziny 12 w południe a ja musiałem praktycznie nieruchomo leżeć do rana następnego dnia. Po zabiegu nafaszerowany środkami przeciwbólowymi, bo ból był niewyobrażalny, poza tym czułem się dość dobrze. Mimo tego, że przez dwa dni gorączkowałem. Po dwóch dniach od zabiegu doszedł do tego okropny, ból głowy, a bolało szczególnie wtedy, gdy nie leżałem. Była to odpowiedz na znieczulenie, które przed operacją dostałem w kręgosłup (tzw. &#8222;blokada&#8221;). Znieczulenie to powoduje brak jakiegokolwiek czucia od pasa w dół i trwa od 3 do 4 godzin.</p>
<p>10 czerwca opuściłem klinikę we Wrocławiu i ponownie udałem się ambulansem wojskowym do Świętoszowa na GICH(Garnizonowa Izba Chorych). Opiekę tam ogólnie miałem dobrą. Teraz od momentu zabiegu przez dwa tygodnie czekałem na wyniki badań z amputowanego jądra (wyniki badań histopatologicznych). Miałem mieszane uczucia co do tego, czy był to nowotwór złośliwy czy łagodny. Był to dla mnie ciężki czas, ale dzięki rodzinie (brat, rodzice) i autosugestii, o której pisałem wcześniej dawałem sobie radę. Rana powoli się zrastała, ale jednak był mały problem, ponieważ zebrała się ropa, jednak w niedługim czasie wszystko się unormowało. Ogólnie po ustąpieniu bólu głowy, który trwał dosyć długo, bo około jednego tygodnia czułem się dobrze, nawet bardzo. Rodzice przyjeżdżali do mnie w odwiedziny, tak więc samopoczucie jeszcze bardziej mi się poprawiało.</p>
<p>W tym okresie po raz piąty, ale tym razem jeszcze z kolegą z plutonu udałem się do szpitala wojskowego w Żarach. Tym razem chodziło o komisję wojskową, która miała ustalić, jaką kategorię ma nam przyznać. Specjalnie się nie przejmowałem tym, jaka ona będzie, bo muszę powiedzieć, że o tą upragnioną przez wielu zmianę kategorii nie było łatwo, a jeśli już ktoś ją dostał to przeważnie na od trzech do dwunastu miesięcy. Przykładem może być dwóch żołnierzy, którzy mieli to samo schorzenie, ale jednak jeden dostał „B3&#8243;, a drugi &#8222;D&#8221; tak, że praktycznie nikt nie wiedział, o co w tym wszystkim chodzi.</p>
<p>Po krótkiej rozmowie z jednym z członków komisji udałem się jeszcze do innego pokoju, aby skserować inne papiery potrzebne do komisji, a po powrocie już mieć podbitą książeczkę zdrowia, do której miała być wpisana kategoria. Lecz zanim do tego doszło pan kapitan, który miał to zrobić miał dylemat, gdyż jak powiedział do mnie: „nie wiadomo jaki to jest&#8221;, chodziło mu oczywiście o to, czy nowotwór jest złośliwy, czy nie. Okazało się jednak, że otrzymałem kategorię ..D&#8221;, która zwalnia mnie z obowiązku odbycia służby wojskowej w czasie pokoju.</p>
<p>Ale wracając do poprzedniej myśli.</p>
<p>Przyszedł w końcu dzień, kiedy dostałem przepustkę (był to 20 czerwca), ponieważ przyszły wyniki i następnego dnia miałem się zjawić na tzw. „konsultację&#8221;. Jak się okazało, nie zdążyłem na autobus, bo po prostu nikt nie mógł mi przynieść przez cztery godziny munduru (a przecież wojsko podobno uczy dyscypliny). Zadzwoniłem po brata, który jak tylko wyszedł z pracy, wsiadł w samochód i wraz z tatą oraz swoją dziewczyną przyjechał jak najszybciej mógł. Przez ten czas jeszcze z opatrunkiem na ranie pooperacyjnej i w upale zrobiłem sobie „spacer&#8221; około 4-5 kilometrów w kierunku drogi, którą jechał po mnie Michał. Gdy wreszcie przyjechałem do domu, byłem bardzo szczęśliwy, gdyż była tam moja mama, która czekała na mnie i mój bardzo kochany i bardzo chory pies Łokuś oraz drugi &#8211; bo mieliśmy dwa, a drugim była i jest jeszcze z nami suczka Deksia. Mimo tego, że wyniki Łokera były trochę lepsze, niestety nie chodził on tak sprawnie jak byśmy tego chcieli, tylne łapki miał nie do końca władne i na spacerach trzeba było podtrzymywać jego tył np. ręcznikiem. Mimo tego, że był tak schorowany i pokrzywdzony przez człowieka imponował mi wytrwałością i cierpliwością i wiem, że tak jak my jego tak on nas, a może nawet i bardziej kochał. On był chory i ja.</p>
<p>To moje szczęście z pobytu w domu jednak długo nie trwało. Na następny dzień, czyli we wtorek, 21.06.2005, pojechałem do kliniki. Był to najgorszy dzień w moim życiu. Byłem na konsultacji z ordynatorem oddziału urologicznego, podczas której powiedział mi, że muszę przejść chemioterapię a później operację usunięcia węzłów chłonnych, które były dosyć mocno powiększone. Następnie miałem się zgłosić na rozmowę z ordynatorem oddziału onkologii i to on miał teraz pilotować moje dalsze Jęczenie&#8221;. W dalszej części wytłumaczę, dlaczego ten wyraz wyróżniłem cudzysłowem. Byłem tam z moim tatą. Muszę powiedzieć, że ta rozmowa do najprzyjemniejszych nie należała. Ordynator zapytał mnie, czy chcę wiedzieć, co mi jest? Odpowiedziałem, że oczywiście chcę. Zapytał jeszcze czy chcę, żeby przy tej rozmowie był mój tato, po czym bez zastanowienia odparłem, że tak. Chwilę później usłyszałem wraz z tatą zdanie, które brzmiało mniej więcej tak: „Jest to nowotwór bardzo złośliwy z bardzo wrednej rodziny&#8221;. Muszę powiedzieć, że zrobiło mi się gorąco, ale obecność taty pomogła mi to przetrzymać. Przez chwilę byłem trochę sparaliżowany. Tato zapytał ordynatora, kiedy zaczynamy leczenie, na co on dopowiedział, że natychmiast, że ma już dla mnie miejsce na oddziale, po czym tato zadał jeszcze jedno pytanie: „Czy są inne metody leczenia poza chemioterapią?&#8221; Usłyszeliśmy odpowiedź, że niestety nie ma a chemia, którą dostanę, musi zadziałać na cały organizm i że to ma powstrzymać ewentualne przerzuty. Ponownie wszystko potoczyło się w bardzo szybkim tempie. Tak więc musiałem zostać na onkologii jak się później okazało niepotrzebnie a tato odjechał, ale nie pojechał do domu tylko na spotkanie ze znajomym bioenergoterapeutą i ja tam też miałem być, ale niestety wpływ słów lekarza zadziałał tak, że zostałem we Wrocławiu.</p>
<p>Więcej w pełnej wersji ebooka: <a title="Jak w 90 dni pokonałem raka? rel="nofollow" href="http://nieuleczalne-choroby.zlotemysli.pl/13224,helfeo-fragment/" target="_blank">Jak w 90 dni pokonałem raka?</a></p>
<img src="http://www.wlasnalegenda.pl/?ak_action=api_record_view&id=692&type=feed" alt="" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wlasnalegenda.pl/692/jak-w-90-dni-pokonalem-raka-fragment/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

