Kategoria: 'Różne Historie'
Miłość to piękne uczuje, którym darzą się dwie osoby. Ale co jeżeli miłość jest przeklęta?
pewnej nocy, z cmentarzu zaczęły dochodzić dziwne dźwięki. Rano ludzie zastanawiali się co to za przerażające odgłosy. W miasteczku huczało. Przez parę nocy było słychać to samo wycie, jak można to tak nazwać. Potem wszystko się uspokoiło, gdy za kilka dni znów się zaczęło. Tym razem odgłosy dochodzące z cmentarza były głośniejsze i bardzie upiorne. Nocą gdy znowu z cmentarza dochodziły straszne odgłosy, pewna dziewczyna o imieniu Emili wybrała się na spacer do parku. Nie świadoma niebezpieczeństwa szła dróżką… Mijając cmentarz zauważyła chłopaka siedzącego przed grobem. Podeszła do niego i zapytał co tu robisz? Chłopak popatrzył na nią i powiedział : szukam miejsca w którym będę mógł odpocząć.
Emili zwątpiła. Zapytała jeszcze raz co tu robisz? Ale on nie odpowiedział.
Następnego dnia o tej samej porze co zawsze, było słychać straszne odgłosy, Emili znów wybrała się na spacer do parku, i gdy mijała cmentarz znów zauważyła chłopaka. W ręku miał nóż, a krew jego kapała na ziemię. Emili podbiegła do niego złapała go za rękę, wyrwała mu nóż i zaczęła po nim krzyczeć. Co ty robisz ! Nie wiedziała co ma robić zdjęła bluzkę porwała ją, robiąc z niej bandaże zawinęła mu zakrwawioną rękę, przytuliła i powiedziała że wszystko będzie dobrze.Chłopak powiedział tylko jedno ; jestem John .
Wtedy wszystko się zaczęło, chłopak poczuł że komuś na nim zależy i od tamtego czasu spotykali się na cmentarzu. Pewnej nocy rozpętała się straszna burza, Emili właśnie wracała do domu ze spotkania. Do którego nie doszło gdyż John się nie zjawił. Emili przemoczona deszczem, zziębnięta wróciła do domu. Całą noc myślała czemu jej kochany się nie zjawił. Nie dawało jej to spokoju. wstała z łóżka, usiadła przy oknie i wpatrywała się w deszcz. Nagle zobaczyła Johna pod swoim oknem. Szybko wybiegła na ulice przytuliła go i wtedy stało się coś dziwnego, oboje zaczęli okapywać krwią. Odsunęli się od siebie i popatrzyli sobie głęboko w oczy, nie wiedząc co się dzieję. Emili dotknęła Johna jeszcze raz i zemdlała. John poczuł tylko mocny ból. Wziął ją na ręce i niósł na cmentarz, krew kapała z nich a serce Emili przestawało bić. Gdy doszli na cmentarz John położył delikatnie Emili pod krzyżem i odszedł. Rano Emili obudziła się całą obolała, za bardzo nie pamiętała co się stało. Wstała i zaczęła krzyczeć John, John !!! W zakrwawionej sukience i mokrej od deszczu i łez pobiegła do domu.
W nocy znów było słychać przerażające odgłosy, ale tym razem trochę się różniły. Emili wsłuchując się w te dźwięki , usłyszała swoje imię. Pobiegła szybko na cmentarz, gdzie zobaczyła małą dziewczynkę podeszłą do niej. Dziewczynka siedziała skulona, nie było jej widać twarzy. Gdy Emili zapytała nic ci nie jest? Dziewczynka podniosła wzrok na Emili która zaczęła piszczeć, gdyż ta dziewczynka miała oczy wampira i posiniaczoną twarz a z ust kapała jej krew. Emili powoli zaczęła się cofać i wtedy dziewczynka złapała ją za rękę i dała jej nóż, mówiąc zabij go!… po czym zniknęła.
Emili uklęknęła na ziemi i zaczęła płakać, jej łzy zmieniały się w krew, a miłość którą darzyła Johna powoli wygasała. Serce Emili przestawało bić.
John przyszedł na cmentarz, podszedł do Emili i powiedział: przepraszam, wiesz że cię kocham.
Emili wstała i powiedziała mu to samo. pocałowała go i wtedy obojgu z ust zaczęła lać się czysta krew. John powiedział: przepraszam cię za to, ale nasza miłość jest przeklęta prze ze mnie, nie możemy dalej się kochać musisz zapomnieć, bo za każdym razem gdy się będziemy do siebie zbliżać będziesz czuła ból.
Bez Ciebie będzie mi jeszcze gorzej.
Mijały tygodnie a Emili dalej kochała Johna i nie potrafiła o nim zapomnieć. Postanowiła wybrać się na cmentarz, w nadziei że jeszcze go spotka.
I rzeczywiście był tam, podbiegła do niego i pocałowała go.
krew znów zaczęła z nich kapać a ból był nie do zniesienia.
W pewnym momencie pojawiła się dziewczynka, ta która kazała Emili zabić Johna. Podeszła i wbiła mu nóż w serce.
Popatrzyła na Emili i rzuciła jej nóż i powiedziała teraz ty …
Nikt nie wie co stało się z Emili, czy jest razem z Johnem czy dalej żyje na tym świecie, ale jedno jest pewne ich miłość była czymś niezwykłym.
Popularity: 3%
Pewien kamieniarz wdrapywał się każdego dnia w górach, na ścianę skalną, z której odłupywał duże fragmenty. Potem obrabiał je, przekształcając w płyty nagrobkowe lub konstrukcyjne. Znał wszystkie rodzaje kamienia i ich różne zastosowanie, a ponieważ był doskonałym fachowcem, jego klientela była liczna i stała.
I tak oto przez długi czas kamieniarz żył szczęśliwie, nie pragnąc niczego nad to, co dawało mu życie.
Prażące słońce
Lato dopiero co się rozpoczęło i słońce niemiłosiernie paliło ziemię. Pewnego ranka tak było gorąco, że kamieniarz postanowił spędzić dzień w swym domu za zamkniętymi okiennicami. Ograniczył się do śledzenia ruchu na ulicy, gdy nagle zauważył przejeżdżającą lektykę, niesioną przez czterech służących w niebiesko-złotej liberii. W lektyce siedział książę. Lokaj trzymał otwarty parasol nad jego głową, aby uchronić go od słońca.
- Och, gdybym był księciem! – westchnął kamieniarz. – Mógłbym jeździć w lektyce i być chroniony od słońca jedwabnym parasolem. Wówczas byłbym szczęśliwy!
Nagle dał się słyszeć głos opiekuńczego ducha gór:
- Twoje pragnienie spełni się. Zostaniesz księciem!
I rzeczywiście kamieniarz został księciem. Jego lektykę poprzedzała kompania żołnierzy, a druga grupa szła tuż za lektyką. Lokaje w czerwono-złotej liberii nosili ją, a inni lokaje chronili go od promieni słonecznych, trzymając nad jego głową jedwabny parasol. Wszystko stało się zgodnie z jego życzeniem.
Ale nie był jeszcze zadowolony. Oglądając się dookoła zauważył, że trawniki jego ogrodu, choć były szczodrze podlewane, żółkły, wypalane przez słońce. Widział też, że pomimo parasola, jego własna twarz coraz bardziej była opalona. Zagniewany zawołał:
- Słońce jest silniejsze ode mnie! Ach, gdybym mógł być słońcem!
Opiekuńczy duch gór odpowiedział:
- Twoje życzenie spełni się. Będziesz słońcem!
Najsilniejszy
Kamieniarz stał się słońcem, dumnym i jaśniejącym. Wysyłał promienie na ziemię i na niebo. W krótkim czasie słońce wysuszyło drzewa im pola, twarze bogatych i biedaków. Kamieniarz był zadowolony mogąc zamanifestować swą potęgę, a jego duma nie miała granic. Patrząc na wielkią susze, jaka niszczyła ziemię, czuł się najsilniejszy.
Ale gdy wielka, szara chmura przeszła przed nim, chroniąc ziemię przed promieniami słońca, gniew znów nim zawładnął:
- Jedna chmura może pokonać moje promienie? A więc jest silniejsza ode mnie? Och, gdybym był chmurą, byłbym najsilniejszy!
Opiekuńczy duch gór powiedział:
- Twoje pragnienie niechaj się spełni. Będziesz chmurą!
I kamieniarz stał się chmurą przepływającą pomiędzy słońcem i ziemią. Zneutralizowała ona straszne promienie słoneczne i ku wielkiej radości ludzi ziemia pokryła się zielenią i kwiatami.
Ciesząc się ze swego zwycięstwa, zapragnął wykorzystać swą nową władzę. Całymi dniami i tygodniami wylewał deszcz, powodując wystąpienie wód z rzek, zalewając pola, niszcząc miasta i wsie przez gwałtowne strumienie wody. Jedynie wielkie głazy górskie opierały mu się. Chmura widząc je tak spokojne i majestatyczne, zdenerwowała się:
- A więc skała jest silniejsza ode mnie! Ach, gdybym był skałą!
Opiekuńczy duch gór powiedział:
- Twoje pragnienie niechaj się spełni! Będziesz skałą!
Dziwny hałas
Kamieniarz stał się skałą, dumną i majestatyczną, która gardziła gorącym słońcem i gwałtownością deszczu.
- Teraz jestem rzeczywiście najsilniejszy – stwierdził bardzo zadowolony.
Pewnego jednak dnia usłyszał dziwny hałas i spoglądając na swe podnóże, zauważył kamieniarza, który kilofem kuł skałę. Właśnie w tym momencie potężny blok skalny oderwał się i poleciał ku równinie.
Skała zagniewana zawołała:
- Słaba istota, syn ziemi, jest silniejszy ode mnie! Dlaczego nie jestem człowiekiem!
I kamieniarz ponownie stał się człowiekiem. Powrócił do swego pierwotnego zawodu. Co dnia wspinał się aż do podnóża wielkiej skały, aby odkuwać jej fragmenty, obrabiał je i przetwarzał na płyty nagrobkowe lub też konstrukcyjne. Potem sprzedawał je ludziom bogatym, królom i książętom, nie troszcząc się o słońce i deszcz.
Wieczorem zostawiał górę i powracał do chaty. Jego łóżko było niewygodne, a jego pożywienie skromne, ale kamieniarz nauczył się zadowalać małym i nie pragnął więcej być kimś innym, niż był.
Bruno Ferrero, „Nowe historie”
Popularity: 7%
Tagi: bogacenie się,oświecenie,pieniądze,postrzeganie,prawa natury,sens życia,zmiana
Sala była zatłoczona w większości przez starsze damy. Chodziło o jakąś nową religię czy sektę. Jeden z mówców,
ubrany jedynie w turban i przepaskę na biodrach, podniósł się, by zabrać głos. Mówił z przejęciem
o władzy Umysłu nad Materią
i Psyche nad Ciałem.
Wszyscy słuchali go z zapartym tchem. Gdy skończył, wrócił na swoje miejsce, dokładnie naprzeciw mnie. Siedzący na sąsiednim krześle zwrócił się do niego i zapytał grzmiącym szeptem:
— Pan naprawdę wierzy w to, co mówi, że ciało nic nie czuje,
tylko wszystko mieści się w umyśle
i że na umysł można świadomie wpływać swoją wolą?
— Oczywiście, że w to wierzę — odpowiedział hochsztapler z nabożnym przekonaniem.
— W takim razie — odparł jego sąsiad — czy moglibyśmy się zamienić miejscami? Bo widzi pan, siedzę w przeciągu…
Ile razy próbowałem praktykować to, czego uczę? Gdybym się ograniczył do uczenia tego, co praktykuję, byłbym znacznie mniejszym hochsztaplerem.
źródło: Śpiew ptaka
Popularity: 3%
Tagi: nauczanie,praktykowanie,przekonania,wiara
Sala 13, zapełniła się. Młodzi uczniowie w rozbawieniu czekali na lekcję matematyki, śmiejąc się i wygłupiając. W jednej z ławek siedział Janek, chłopak o czarnych włosach rozczochranych przez wplecione weń drrzace ręce podpierające głowę. Garbił się nad chudą czarną książką, czytał jeden wiersz potem zamykał książkę i otwierał w losowym miejscu by odczytać następny. Jeśli ktokolwiek patrzył wtedy na niego widział że sprawia mu to trud jak zajda rowerem pod wiatr, w górę stromego wzniesienia i w czasie zimnego deszczu.
W końcu odsunął krzesło chwycił za swój zeszyt i cisną nim w ścianę. Ten rozbił się z hukiem i spadł na ziemię, nie robiąc większego wrażenia na zebranych w klasie. Janek podszedł do tablicy, nagryzmolił na niej szybko „strona 31″ i bez słowa opuścił salę….
Kilka minut puźniej pojawiła się nauczycielka, i spokojnie zaczęła odczytywać listę obecności.
-
- Jestem
- Jan Haber!- nikt nie odpowiedział, a matematyczka zaczęła rozglądać się po klasie- Haber! jest?
- nie ma go! On wychodził? Tak nie ma go! Może się spuźni bo zostawił plecak i książki na ławce
-
-
-
- Dyżurny tablica- szczupła blondynka podeszła śpiesznie i zaczęła ścierać tablicę „Strona 31?” „Janek to pisał?”. Chłopak nie pojawił się już na lekcji. Dyżurna o blod włosach podeszła do jego ławki, podniosła żucąną w nieładzie książkę i odszukała stronę 31.
Błogo bardzo sławił będę ten dzień
…….
Pójdę bezpowrotnie daleko, hen
Kiedy na nowo się narodzę;
Wszędzie na miłość głuchy jak pień,
Będę w sadach obrywał czereśnie.
Zebrała książki leżące na jego ławce i schowała do plecaka, który powoli zamknęła.
Janek nie pojawił się już, dziś a ni wcale w szkole, chodził polnymi drógami, i zrywał w sadach czereśnie, żałując tego jak postąpił. Jedni za nim tęsknili inni obwiniali samych siebie, ale większość nie odczuła jeo braku………………
Popularity: 15%
Święty Jan Bosko bardzo kochał swych chłopców i pragnął przede wszystkim pomagać im, aby byli dobrzy i aby wyrastali w wierze chrześcijańskiej. Tłumaczył im dlatego, jak ważny jest sakrament pokuty. Właśnie w tym celu opowiedział im pewnego razu swój dziwny sen.
„Śniło mi się, że znajduję się w kościele, pośród tłumu chłopców, którzy przygotowywali się do spowiedzi. Wielu z nich otaczało mój konfwsjonał.
W pewnym momencie ujrzałem zaskoczony, że wielu z tych chłopców miało trzy sznurki wokół szyi.
- Dlaczego trzymasz te sznurki wokół szyi? – spytałem jednego. – Zdejmij je!
- Nie mogę – odpowiedział. – Jest ktoś za mną, kto je trzyma!
Zbliżyłem się i zobaczyłem, że za jego plecami wystawały dwa duże rogi. Spojrzałem uważniej i zauważyłem, że to pazury okropnego potwora o strasznym pysku trzymały sznurki. Posłałem ministranta po wodę święconą. W tym czasie zauważyłem, że wielu innych chłopców miało na plecach takiego potwora. Trzymając kropidło niczym broń, spytałem jednego z tych potworów:
- Kim jesteś?
Bestia zgrzytając zębami skręciła się w sposób straszliwy i nagle zauważyłem, że trzyma w ręce sznurki, przypominające sznurki marionetki.
- Co robisz z tymi sznurkami? Mów, w przeciwnym razie, poleję cię wodą święconą! – zagroziłem.
Potwór skulił się przerażony.
- Pierwszy sznurek powstrzymuje chłopców od wyznania wszystkich grzechów – odpowiedział drżąc.
- A drugi?
- Drugi powoduje, że zanika wszelka skrucha.
- A trzeci? – nalegałem.
- Nie chcę ci tego powiedzieć! – stwierdziła gwałtownie bestia.
- Wobec tego zrobię ci kąpiel w wodzie święconej!
- Nie, nie! Już mówię. Trzeci nie pozwala chłopcom uczynić mocnego postanowienia poprawy i posłuchać słów spowiednika.
Teraz wiedziałem już wystarczająco dużo. Podniosłem kropidło i pokropiłem wodą święconą jego towarzyszy. W jednym momencie uciekli, wydając krzyk tak przenikliwy, że się obudziłem”.
Bruno Ferrero „Nowe historie”
Popularity: 8%
Tagi: Bóg,przebudzenie,religia,strach,wiara,wolność
W małym mieście perskim, za czasów wielkiego szacha Selciuka, żyła pewna wdowa, która miała tylko jednego syna. Gdy poczuła, że kończy się jej ziemska wędrówka, wezwała swego syna i powiedziała do niego:
- Życie nasze było trudne, gdyż jesteśmy biedni, ale powierzam tobie wielkie bogactwo: tę oto księgę. Otrzymałam ją od mego ojca, zawiera ona wszystkie wskazówki niezbędne, aby dojść do ogromnego skarbu. Ja nie miałam nigdy dość sił ani czasu, by ją przeczytać, teraz powierzam ją tobie. Stosuj się do jej wskazówek, a staniesz się bardzo bogaty.
Syn przezwyciężywszy głęboki smutek po stracie matki, zaczął czytać grubą księgę, którą rozpoczynały następujące słowa: „Aby dojść do skarbu, czytaj stronę po stronie. Jeżeli przejdziesz od razu do końcowych wniosków, księga zniknie w czarodziejski sposób i nie będziesz mógł osiągnąć skarbu”.
Następnie były opisane wielkie bogactwa zgromadzone w dalekiej krainie i bardzo dobrze strzeżone w pewnej jaskini.
Niestety po pierwszych stronach tekstu perskiego, następował tekst w języku arabskim. Młodzieniec, który już widział siebie w roli bogacza, w żaden sposób nie mógł narażać się na to, by przygodny tłumacz zawładnął skarbem, przekazawszy mu jedynie fałszywe informacje. Sam zaczął więc z zapałem studiować język arabski. Po pewnym czasie mógł już przeczytać tekst. Ale oto po kilku stronach natknął się na tekst napisany po chińsku, a potem jeszcze w innych językach, które młodzieniec z wielkim zapałem zaczął poznawać. W tym czasie, aby utrzymać się, wykorzystał doskonałą znajomość języków i wkrótce zasłynął w stolicy jako jeden z najlepszych tłumaczy. Dzięki temu przestał być biedny.
Po wielu stronicach napisanych w różnych językach, w księdze znalazły się wskazówki, jak administrować skarbem, gdy się go osiągnie. Młodzieniec chętnie zapoznał się z ekonomią, rachunkowością oraz zasadami wyceny szlachetnych metali i kamieni, dóbr ruchomych i nieruchomości, aby nie zostać oszukanym, dgdy posiądzie skarb.
Wykorzystywał też przyswojone sobie wiadomości, aby zapewnić sobie lepszy poziom życia, a jego sława poligloty i zdolnego ekonomisty dotarły aż na zamek szacha. Szach rozkazał przyjąć go do zespołu swych doradców. Początkowo powierzał mu drobne zadania, a potem, gdy poznał go lepiej, zlecał mu trudne i delikatne misje, wreszcie mianował go generalnym administratorem imperium.
Ostatnia strona
Młodzieniec nie zapomniał o kontynuowaniu lektury swej książki, która wprowadziła go również w tajniki budowy wielkiego mostu oraz wyciągów i maszyn potrzebnych, by dostać się do dna jaskini. Mówiła o tym, jak otworzyć kamienne drzwi, jak usuwając wielkie głazy, wypełniające wąwozy i zapadliska, aby wyrównać drogę i o innych podobnych sprawach.
Nie chcąc powierzyć nikomu swej tajemnicy i nie pozwalając pomagać sobie – syn wdowy, który stał się wkrótce człowiekiem wszechstronnie wykształconym i ogólnie szanowanym, zapoznał się z inżynierią i urbanistyką tak dobrze, że szach doceniając jego umiejętności i kulturę, mianował go ministrem i nadwornym architektem, a później – premierem. Nie było w królestwie drugiego człowieka tak wykształconego i obeznanego we wszystkich naukach, jak ów czytelnik „księgi skarbu”.
W dniu, w którym zaślubił córkę szacha, młodzieniec dotarł do ostatniej strony księgi. Z bijącym sercem chwycił brzeg ostatniej strony, wreszcie miał poznać ostateczne objaśnienie.
Wolno przewrócił stronę i… wybuchnął śmiechem. Był to śmiech zdumienia, radości i wdzięczności.
Ostatnią stronę stanowiła metalowa, doskonale wypolerowana płytka, w której można się było przejrzeć. Syn wdowy ujrzał swe oblicze. Oblicze człowieka dojrzałego, świadomego, dzielnego, mądrego, przygotowanego do wielkiej kariery. A wszystko to dzięki księdze, podarowanej mu przez matkę. Wielkim skarbem był on sam, a księga pomogła mu to odkryć.
Bruno Ferrero „Nowe historie”
Popularity: 8%
Tagi: bogacenie się,inspiracje,mądrość,praca,rozwój osobisty,sens życia,świadomość,szczęście
Na szczycie góry, pokrytej pastwiskami i lasem pachnącym żywicą, wyrosły pewnego dnia trzy małe drzewka. Początkowo były tak delikatne i zielone, że nie różniły się prawie od traw i kwiatków, rosnących wokół nich.
Ale po kolejnych wiosnach ich małe pnie rozrosły się. Jesienne i zimowe walki z wiatrem i burzami napełniły je zuchwałą radością.
Z wysokości swego zielonego domu spoglądały na świat i marzyły.
Jak wszyscy, którzy dorastają, marzyły o tym, czym będą w przyszłości.
TRZY MAŁE, WIELKIE MARZENIA
Pierwsze drzewo patrzyło na gwiazdy, które błyszczały niczym diamenty, upięte na czarnym aksamicie nocy.
- Ja przede wszystkim pragnę być piękne. Strzec skarbu – powiedziało. – Pragnę być pokryte złotem i zawierać drogie kamienie. Stanę się najpiękniejszą szkatułą dla skarbów świata.
Drugie drzewo spoglądało na strumyk, który wijąc się spływał z góry, torując sobie drogę ku morzu. Woda płynęła i płynęła, szumiąc i żartując z kamieniami. Dopiero co była tu, a zaraz potem znikała na horyzoncie. I nic nie zdołało jej zatrzymać.
- Ja chcę być silne. Będę wielkim żaglowcem – powiedziało. – Pragnę pływać po bezkresnych oceanach i przewozić kapitanów i potężnych królów. Stanę się najsilniejszym statkiem świata.
Trzecie drzewo podziwiało dolinę, która rozciągała się u stóp góry i spoglądało na miasto, które widoczne było poprzez jasnoniebieskawą mgłę. Tam w dole rojno było od mężczyzn i kobiet.
- Ja nie chcę opuścić tej góry – powiedziało. – Chcę tak bardzo wyrosnąć, by ludzie zatrzymując się i spoglądając na mnie, musieli unieść oczy ku niebu i pomyśleć o Bogu. Stanę się największym drzewem świata.
TRZEJ DRWALE
Lata mijały. Padały deszcze, świeciło słońce i małe drzewa stały się dużymi i okazałymi drzewami.
Pewnego dnia trzech drwali weszło na górę ze swymi siekierami przewieszonymi przez ramię.
Jeden z drwali obejrzał dokładnie pierwsze drzewo i poweidział:
- To jest piękne drzewo. Jest doskonałe.
Po kilku minutach, pod sprawnym uderzeniem siekiery, drzewo zwaliło się na ziemię.
- Teraz zamienię się we wspaniałą szkatułę – pomyślało drzewo. – Powierzą mi bajkowy skarb.
Drugi drwal spojrzał na drugie drzewo i powiedział:
- To drzewo jest silne i solidne. Takie właśnie jest mi potzrebne.
Uniósł siekierę, która błysnęła w słońcu i powali drzewo.
- Odtąd pływać będę po nieskończonych oceanach i morzach – pomyślało drugie drzewo. – Stanę się statkiem godnym króla.
Trzecie drzewo zamarło, gdy spojrzał na nie drwal.
- Dla mnie każde drzewo jest dobre – powiedział drwal. Siekiera zabłysła w powietrzu. Wkrótce i trzecie drzewo leżało na ziemi.
Ich gałęzie, które do niedawna żartowały z wiatrem i chroniły ptaki i wiewiórki, zostały obcięte jedne po drugich.
Drwale stoczyli trzy pnie po zboczu góry aż na nizinę.
„DLACZEGO MNIE TO SPOTYKA?”
Pierwsze drzewo ucieszyło się, gdy drwal zawiózł je do stolarza. Ale stolarz ani myślał robić z niego szkatuły. Swymi stwardniałymi rękoma zmienił pień w żłób dla zwierząt. Drzewo, które kiedyś było piękne, nie zostało pokryte złotą blachą ani nie wypełniło się kosztownościami. Wypełniono je sianem, aby nakarmić głodne zwierzęta, należące do gospodarstwa.
Drugie drzewo uśmiechnęło się, gdy drwal przetransportował je do stoczni, ale tego dnia nikt nie myślał o budowie żaglowca. Uderzeniem młotka i piły drzewo zostało zamienione w zwykłą łódź rybacką. Była zbyt mała i słaba, by pływać po oceanach lub nawet po rzece. Łódź przetransportowano nad jezioro. Codziennie przewoziła ryby, które nasyciły ją nieprzyjemnym zapachem.
Trzecie drzewo zasmuciło się bardzo, gdy drwal ociosał je i pociął na chropowate belki, które złożył na podwórzu.
- Dlaczego mnie to spotyka? – pytało drzewo przypominając sobie czasy, gdy walczyło z wiatrem na szczycie góry. – Chciałem tylko znajdować się na szczycie i zachęcać ludzi do myślenia o Bogu.
Minęło wiele dni i wiele nocy. Trzy drzewa zapomniały prawie o swych marzeniach.
DZIECKO, PODRÓŻNY, SKAZANIEC
Ale pewnej nocy złote światło gwiazdy pogłaskało swymi promieniami pierwsze drzewo właśnie w momencie, gdy młoda Matka z nieskończoną czułością kładła w żłobie swe Dziecko, dopier co narodzone.
- Wolałbym zrobić dla Niego kołyskę – wyszeptał Jej Mąż. Młoda Matka uśmiechnęła się do Niego, a światło gwiazdy błyszczało na zużytych deskach, które ongiś było pierwszym drzewem.
- Ten żłóbek jest wspaniały – rzekłacicho.
W tym momencie pierwsze drzewo zrozumiało, że zawiera najcenniejszy skarb świata.
Mijały dni i noce. Pewnej nocy zmęczony Podróżnik wraz z przyjaciółmi wsiadł do starej łodzi rybackiej, która ongiś była drugi drzewem.
Podczas, gdy drzewo, które stało się łodzią spokojnie płynęło po wodzie jeziora, Podróżny zasnął.
Nagle przy huku grzmotu, wśród błyskawic i gwałtownych fal, zerwała się burza.
Małe drzewo drżało. Wiedziało, że nie wystarczy mu mocy, by uratować tyle osób przy tym wietrze i gwałtowności fal. Boki łodzi trzeszczały ciężko z wysiłku.
Zatrwożeni przyjaciele zbudzili tajemniczego Podróżnego. Mężczyzna wstał, rozpostarł ramiona i powiedział do jeziora:
- Ucisz się! Uspokój się!
Burza natychmiast uciszyła się i nastała wielka cisza.
W tym momencie drugie drzewo zrozumiało, że przewozi Króla nieba, ziemi i nieskończonych oceanów.
Krótko potem pewnego piątkowego poranka, trzecie drzewo zdziwiło się bardzo, gdy jego surowe belki zostały wyciągnięte ze stosu zapomnianego drzewa. Przetransportowano je pośród zagniewanego i krzyczącego tłumu, rzucono na obolałe ramiona Mężczyzny, który później został na nim ukrzyżowany. Biedne drzewo poczuło się straszliwie, gorzko płakało, podtrzymując to biedne, umęczone ciało.
GDY WSTAŁO SŁOŃCE
Ale w niedzielę rano, gdy słońce stało wysoko na niebie, a cała ziemia drżała z przeogromnej radości, trzecie drzewo dowiedziało się, że miłość Boga przemieniła wszystko.
Z pierwszego drzewa zrobiła cudowną szkatułę dla największego Skarbu. Drugie drzewo uczyniła silnym przewoźnikiem Stwórcy nieba i ziemi. A ilekroć jakaś osoba będzie myślała o trzecim drzewie, myśleć będzie również o Bogu.
Bruno Ferrero „Nowe historie”
Popularity: 6%
Tagi: Bóg,cierpienie,Sprawiedliwość,wiara,życie





