środa, Luty 4, 2009

O roli kota w medytacji

Autor: Ulo

Kot Wielki buddyjski mistrz zen, przełożony klasztoru Maju Kagi, miał kota, który był jego oczkiem w głowie. Dlatego podczas lekcji medytacji zawsze trzymał go przy sobie, by w pełni cieszyć się jego towarzystwem.
Pewnego ranka – a trzeba dodać, że mistrz był bardzo stary – znaleziono go martwego. Miejsce po nim zajął najbardziej doświadczony uczeń.

- Co zrobimy z kotem? – zapytali mnisi.

Przez wzgląd na pamięć po zmarłym mistrzu nowy przełożony pozwolił, aby kot był obecny na zajęciach z buddyjskiego zen.

Podróżujący po okolicy mnisi z sąsiednich klasztorów dowiedzieli się, że w jednej z najsłynniejszych świątyń w lekcjach medytacji uczestniczy kot. Wiadomość szybko się rozeszła.

Minęło wiele lat. Kot zdechł, ale uczniom klasztoru tak bardzo go brakowało, że znaleźli sobie innego. Z czasem także w innych świątyniach wprowadzono koty na zajęcia z medytacji. Wiara, że to właśnie one są prawdziwym powodem sławy i wysokiego poziomu nauczania w Maju Kagi, przyćmiła pamięć o starym mistrzu, wspaniałym nauczycielu.

Odeszło stare pokolenie i zaczęły pojawiać się traktaty na temat roli kota w medytacji zen. Pewien profesor uniwersytecki ukuł tezę, która przyjęła się w środowiskach akademickich, że zwierzęta z rodziny kotowatych sprzyjają koncentracji i eliminują negatywną energię.

Tak więc w ciągu jednego stulecia kot został uznany na tym obszarze za najważniejszy element w buddyjskiej medytacji zen.

Wreszcie pojawił się mistrz, który miał alergię na sierść, i zrezygnował z obecności kota podczas zajęć z uczniami.

Spotkał się z niechęcią, ale nie wycofał się. Był świetnym nauczycielem, więc uczniowie osiągali podobne wyniki, pomimo nieobecności kota.

Klasztory, otwarte na nowe idee i zmęczone ciągłym karmieniem kotów, powoli rezygnowały z obecności zwierząt na zajęciach. W ciągu następnych dwudziestu lat pojawiły się nowe, rewolucyjne idee w rodzaju „medytacja bez kota” lub „jak znaleźć równowagę w świecie zen bez pomocy zwierząt, dzięki sile własnego umysłu”.

Minął kolejny wiek i na całym obszarze kot został zupełnie wyparty z rytuału medytacji zen. Minęło jednak dwieście lat, by wszystko wróciło do normy, ponieważ przez cały ten czas nikt nie zadał sobie pytania, do czego potrzebny jest kot.

A w naszym życiu, czy mamy odwagę zapytać: dlaczego zachowujemy się w taki, a nie inny sposób? Do jakiego stopnia wykorzystujemy w naszym działaniu bezużyteczne „koty”, których nie mamy odwagi wyeliminować, bo powiedziano nam, że „koty” są potrzebne, aby wszystko dobrze funkcjonowało?

Być jak płynąca rzekaźródło: Być jak płynąca rzeka

Popularity: 16%

1 Star2 Stars3 Stars4 Stars5 Stars (No Ratings Yet)
Loading ... Loading ...



Tagi: ,,,



Podobne historie:
  • Dwaj mnisi
  • Pięciu mnichów
  • Trzy sznurki (sen ks. Bosko)
  • My jesteśmy trzej, Ty jesteś Trzej
  • Dlaczego na świecie są pustynie?

  • 

    Jeden Komentarz do “O roli kota w medytacji”

    1. Adam Kopeć pisze:

      Ja tam wolę psy ;P

      Po zastanowieniu, to często spotykam się z historiami, filozofiami, gdzie uwaga skupia się na czymś mało istotnym, więc te pytania zadawane przez dzieci: po co? jak? dlaczego? są tak istotne. Szkoda, że tak wielu dorosłych o nich zapomina.

    Napisz komentarz

    You must be logged in to post a comment.