Data dodania: poniedziałek, Wrzesień 8th, 2008 o godz. 19:04 w kategorii Różne Historie. Możesz śledzić komentarze do tego wpisu. Możesz zostawić ślad z Twojej własnej strony.
Kiedy miałem 19 lat, przeżyłem doświadczenie, które wywarło niezatarte wrażenie na moim młodym umyśle. Pewnego lata pracowałem jako kierowca w firmie organizującej wycieczki autokarowe nad pięknym jeziorem Lake Louise w kanadyjskich Górach Skalistych. I tak, wiozłem kiedyś niewielką grupę bogatych turystów z Filipin. Było to starsze małżeństwo – państwo Lopez – oraz ich towarzystwo: około dziesięciu członków rodziny, przyjaciół i partnerów w interesach. Rodzina Lopezów posiadała na Filipinach wiele dobrze prosperujących firm, między innymi stację telewizyjną, rozgłośnie radiowe, gazetę i wielkie przedsiębiorstwo użyteczności publicznej – jak na dzisiejszą miarę miało to z pewnością wartość przynajmniej miliarda dolarów.
Pod koniec wycieczki stary dżentelmen uprzejmie zaprosił mnie, abym przyłączył się do jego towarzystwa w dalszej części podróży. Byłem oszołomiony. I już następnego dnia należałem do orszaku miliardera, mając na grzbiecie nowe ubranie, a w kieszeni – pieniądze na wydatki. To było jak w bajce.
Po krótkim postoju w San Francisco, w jednej z posiadłości rodziny Lopezów, polecieliśmy na Filipiny, gdzie zacząłem rozkoszować się wszystkimi przyjemnościami życia w luksusie – pokojówki, kucharze, szoferzy. Po kilku dniach wysłano mnie na objazd posiadłości Lopezów w różnych częściach kraju: od Davao na południu po Baguio na północy. Widziałem rezydencje i samochody, mogłem bezpośrednio doświadczyć bogactwa. Imponujące.
Po kilku tygodniach udałem się z grupą w dalszą podróż: do Tokio. Kolejny tydzień zwiedzania – carte blanche. A potem wróciłem do domu, zawadzając jeszcze o Hawaje, gdzie spędziłem trzy wspaniałe dni ze wszystkimi opłaconymi atrakcjami.
Minęło jakieś siedem lat. Ukończyłem studia na Brigham Young University i byłem w interesach w San Francisco. Zajrzałem do rezydencji rodziny Lopezów i dowiedziałem się, że pan Lopez zmarł, a jego rodzina doświadczyła całkowitej zmiany fortuny.
Kiedy w roku 1972 prezydent Marcos ogłosił na Filipinach stan wojenny, wziął więcej niż tylko władzę. Przejął wszystkie media -gazety, stacje radiowe i telewizyjne – i znacjonalizował je (eufemistyczne określenie wielkiej kradzieży). Podczas późniejszego chaosu porwano prezesa jednej ze stacji telewizyjnych. Tak się zdarzyło, że był to syn pana Lopeza. Krótko później ktoś zadzwonił do Stanów Zjednoczonych do pana Lopeza i przedstawił mu wybór: albo zrezygnuje z praw do wszystkich swych przedsiębiorstw filipińskich, albo jego syn zostanie zabity. Wątpię, by staremu człowiekowi potrzeba było więcej niż jednej chwili, by podjąć decyzję. Syna uwolniono. Aktywa zostały przekazane rządowi Filipin.
Wyobraź sobie podobną rozmowę telefoniczną – z żądaniem, byś zrezygnował ze wszystkiego, co masz, dla ratowania życia jednego z twoich dzieci. To ustawia wszystko w swoistej perspektywie, prawda?
Z upływem lat, gdy moja fortuna rosła, malała i znów rosła, starałem się nigdy nie zapominać tej lekcji, jakiej udzielił mi miliarder.
źródło: Jednominutowy milioner. Światła droga do bogactwa.
Popularity: 22%
Tagi: biznes,pieniądze,rodzina
Podobne historie:
Napisz komentarz
You must be logged in to post a comment.



(3 votes, average: 4,67 out of 5)

